Krew, pot i łzy

Podobno sport to zdrowie, takie jest powiedzenie. Ale ten sport należałoby rozumieć, jako ruch, bo (kolejne powiedzenie) w zdrowym ciele zdrowy duch. A ciało, jak to ciało, ma swoje ograniczenia i wystawianie go na ekstrema nie powinno być zbyć częste. Człowiek, jako przedstawiciel pewnego gatunku, patrząc na historię ewolucji, musiał czasem jak najbardziej szybko pobiec, uciekać przed zagrożeniami, ale od początków znanej cywilizacji nigdy świadomie i celowo nie „trenował”.

Podejście tego typu, sportowe, rywalizacyjne, zaczęło się dopiero w dawnej Grecji, około połowy pierwszego tysiąclecia przed Chrystusem, a nieco wcześniej w Chinach, choć tam akurat cele były nieco inne. Na pewno nie chodziło o startowanie w zawodach i zdobywanie tym samym jakiegoś uznania, o takie nieco sztuczne lansowanie się. Tam prestiż był efektem ubocznym własnej chęci rozwoju, bez żadnej presji z góry, czy z dołu, bez wymiernych nagród, szczęścia czy smutku.

Kiedy jakiś czas temu, zaczynałem trenować sztuki walki wierzyłem, że „dać z siebie wszystko” na treningu to kierunek jak najbardziej słuszny i pożądany. Mistrz opowiadał, jak nowi rezygnowali po kilku treningach tłumacząc, że „zbytnio się pocą”. Dziś, spoglądając w tył na moje „dzieści” lat doświadczenia w różnych aktywnościach cielesnych stwierdzam, że to oni mieli rację. Umiar jest wskazany we wszystkim, a ma on polegać na refleksji nad własnymi możliwościami.

Organizm człowieka, to biologiczna maszyna i, jak każde zaawansowane urządzenie, jest podatna na różnego rodzaju uszkodzenia. Kolejne powiedzenie: „czym skorupka za młodu nasiąknie…”, znane. Można je rozumieć wieloznacznie, ale również w sensie, że każdy nawet niewielki uraz może przez lata być ukryty, narastać, aż doprowadzi w końcu do lawiny zdarzeń, które mogą skutkować nawet wyłączeniem się całej aparatury. Dobre chociaż to, że chociaż nie wybuchamy.

Pot – jego wydzielanie świadczy o tym, że organizm się schładza, i jest to reakcja obronna, wcale nie jakiś dobroczynny objaw. Owszem, w raz z potem mogą wydostawać się z organizmu niektóre toksyny, ale też substancje jak najbardziej potrzebne, dlatego chociażby nie powinno się brać prysznica wcześniej, niż godzinę po treningu, bo ponoć owo dobro z powrotem się wchłania, a zło zostaje na skórze – tak słyszałem od trenujących, ale nie wiem, czy były jakieś badania w temacie.

Krew – mikrouszkodzenia mięśni, czy kości – niby takie rozwojowe, ale do czasu, z wiekiem nasza zdolność regeneracji słabnie i takie drobne urazy mogą się kumulować i wpływać na inne organy, bo osłabione mięśnie skutkują większym obciążeniem stawów, tak to się niestety odbywa. Zamiast na lepsze, wychodzi na gorsze. Z praktycznego punktu widzenia – gdyby człowieka pierwotnego zaskoczył w tym momencie jakiś zwierz, a byłby on zbyt zmęczony „po treningu” żeby uciekać?

Łzy – pojawia się ból, więc z oczu kapie, czasem automatycznie. Są też oczywiście łzy zawodu, jeśli przegramy, albo szczęścia. Wydzielanie endorfin towarzyszące ruchowi (organizm nagradza nas za dbanie o formę) też jest na optymalnym poziomie tylko do jakiegoś momentu. Ta granica to właśnie wzrost temperatury ciała (również tętna) i tempa oddechu. Dlatego rozpoznanie tego punktu przełomu podczas danej aktywności jest bardzo kluczowe dla tego, co chcemy osiągnąć.

Jeśli chcemy schudnąć – rygor jest inny, niż wtedy, kiedy po prostu chcemy utrzymać zdrowie i dobry nastrój. Wiadomo, nadmiar kilogramów jest szkodliwy, powoduje zarówno zbędne obciążenie mięśni i stawów, ale również skutkuje szybszym przegrzaniem. Więc ten bagaż oczywiście trzeba jak najszybciej usunąć, choć i bez przesady, zrzucić, ale potem, żeby utrzymać optymalną wagę, wcale nie powinno się aż tak intensywnie „spalać”, jak w trakcie chudnięcia.

Osoby uprawiające nordic walking, aktywność typowo rekreacyjną twierdzą, że najlepsze tempo ćwiczenia jest wtedy, kiedy jeszcze możesz swobodnie rozmawiać z osobą idącą obok, nie łapiąc przy tym zadyszki. To jest świetne spostrzeżenie i sprawdzi się też na przykład w swobodnej, turystyczno-rozrywkowej odmianie kolarstwa. Dobrym wyznacznikiem jest puls, szkoda, że jest tak mało opracowań i badań o tym jaki jego poziom jest najlepszy dla kondycji.

Podsumowując – zaczynając jakąkolwiek aktywność ruchową zadajmy sobie pytanie, jaki jest nasz cel. Czy chcemy miło spędzać czas ze zdrowotnym skutkiem dla organizmu, szczególnie dla wsparcia układu odpornościowego i uczucia radości? Czy chcemy wygrywać, pokazywać się, czyli po prostu rywalizować – czy tego już nie jest za dużo w naszym życiu na różnych polach? Przecież mamy się odstresować, wyluzować, a nie wbijać się bezrefleksyjnie na kolejne piedestały. Po co?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s