Dialektyka nie-logika

To największy błąd ludzkości. Brzmi groźnie? I tak właśnie jest, co widać po stanie naszej kultury, cywilizacji. Co poszło nie tak? I kiedy? Gdzieś w starożytności, gdy powstała dialektyka. Chociaż w sumie nie była niczym nowym, po prostu została zaprzęgnięta – jako narzędzie – do pracy na rzecz… Rozwoju? Tak myśleli być może jej pierwsi użytkownicy, niestety i kolejni, również ci nowocześni. Zresztą – oni są najgorsi, bo to w sumie miała być zabawa, a stała się „teorią wszystkiego”. Powstała jako brudne dziecko demokracji, bo gdzie jest grupa ludzi i chce jakoś się dogadać, wcześniej czy później okazuje się, że istnieją dwie „strony” o niekiedy skrajnych poglądach, więc kluczem jest prowadzić dialog (zbieżność nazw nieprzypadkowa) w taki sposób, żeby wyszło na nasze, a więc – żeby „wygrać”. A o tym już wcześniej pisałem, że owa, chyba ewolucyjna naleciałość, dążenie do pokonania przeciwnika, wygranej, jest destrukcyjna dla ludzkości – nie jako gatunku, ale jako zbiorowego, wiecznego ducha – Boga.

Obecność dwóch przeciwnych stron zawsze wynika z niewiedzy – jednej i drugiej strony rzecz jasna. I nie chodzi tu o brak wiedzy naukowej, choć trochę też, ale głównie o brak wiedzy jednej strony o drugiej, jak i obu stron o otoczeniu. Poglądy na temat konstrukcji świata zawsze były bardzo różne, zbudowane na odmiennych spostrzeżeniach , wręcz innych podejściach, wynikających z różnych konstrukcji psychicznych jednostek jak i warunków, w jakich się rozwijały. Natomiast błąd powstał w momencie, kiedy te dwa spotykające się ze sobą kosmosy zamiast dzielić się ze sobą swoimi spostrzeżeniami, wiedzą w celu powiększenia poznania zaczynały rywalizować o to, czyj „system” jest lepszy. Zamiast szukać części wspólnej i ją rozwijać, odrzucając naleciałości (te kulturowo-poznawcze), dzielono się na zwalczające się zaciekle strony. Tak jak u zwierząt – silniejszy wygra i przekaże dalej swoje geny. Ale – czy my jesteśmy zwierzętami? Czy naszym głównym celem tu, na Ziemi (i nie tylko) jest rozmnażanie, ewolucja w sensie biologicznym, materialnym? Oczywiście, że nie.

Współpraca i wzajemność, to jedyna słuszna droga rozwoju (patrz Konfucjusz), ale to nie oznacza, że należy zawsze ślepo wierzyć we wszystko, co mówią inni, bo albo być może na bazie swojej szczątkowej wiedzy o jakimś zjawisku zbudowali całą teorię (mit), albo po prostu chcą nas wykorzystać. Zobaczcie, drodzy czytelnicy, jaką ładną kolekcję wyrazów na „W” zebraliśmy. Współpraca, wzajemność, wiara, wszystko, wiedza, wykorzystanie. Przyda się kolejne „W”. Wątpliwość. I nie chodzi tu, żeby wszystko negować, albo, co gorsza, obstawać tylko przy swoim. Nie. Wątpliwość to postawa pozytywna, otwarta na „nowe”, to gotowość do zmiany własnych przekonań, ale też narzędzie do pokazywania innym ludziom alternatywnych dróg. Czasem jej praktyczne zastosowanie wymaga dyskusji – i tu wchodzi słynna dialektyka. Jeśli celem dyskusji nie będzie kompromis, tylko zwycięstwo – biada.

Teraz weźmy Hegla (wiem, trochę skaczę, ale będę jeszcze dopracowywał ten wpis, bo i tak cały ten blog kiedyś zamieni się w książkę). Ów niemiecki filozof, spadkobierca Kanta, miał trochę racji, a trochę nie. Próbował przenieść koncepcję dialektyki ze starcia dwóch (bawiących się) stron na teorię społecznego rozwoju przez dialog (teraz się mówi dyskurs – pojęcie to stworzył Faucault). Bipolarny model starożytny dialektyki zamienił na spiralny (hermeneutyczny). Próbował tym samym pożenić dialektykę z logiką. Niektórzy niestety aż do dziś nie widzą różnicy w mechanizmach tych „postępowań rozumowych”. Ale to grubszy temat, tutaj nie będę go rozwijać, choć wspomnę tylko o innych gatunkach rozumowań: indukcji (od szczegółu do ogółu), jej nie lubię, oraz o dedukcji (od ogółu do szczegółu, proces wsobny, nie potrzebujący „nowych” przesłanek, a więc nie mogący wygenerować zdań fałszywych).

Chodziło o to, że jeśli mamy jakąś tezę (ten nasz pogląd, cokolwiek), to z pewnością pojawi się zaraz antyteza (już pierwszy błąd w rozumowaniu, ale o tym później, gdy rozwiniemy pojęcie dualizmu), czyli pogląd zazwyczaj skrajnie przeciwny. Na skutek ich starcia, według Hegla, pojawi się synteza, czyli jakieś wspólne stanowisko, kompromis (ale zazwyczaj w złym rozumieniu niestety, gdyż oznaczać może tyle, co „wspólny interes”). To się może sprawdzić w negocjacjach biznesowych, czy, odpukać, po wojnie. Ale budowanie na tym społecznej „teorii wszystkiego” to bardzo poważne nadużycie, a może po prostu nieporozumienie. Idźmy dalej, czyli wyjaśnijmy dlaczego. Bo taka synteza znów staje się tezą, a do tej nowej tezy rodzi się kolejna antyteza, powstaje więc synteza, która staje się nową tezą i tak dalej i tak dalej.

Spirala? Wznosząca? Że niby postęp? Nic bardziej mylnego. To znaczy „miało być tak pięknie”, a wyszło jak wyszło. Być może dlatego, że, nomen omen, rozwój tej teorii poszedł w kompletnie złą stronę – sztucznego tworzenia antytez celem wygenerowania syntez i nakręceniu rozwoju. Niby-rozwoju. Za ten błąd odpowiada wujaszek Marks. Wiem, żył w trudnych czasach, sam miał ciężko, głodował, rodzina mu wymierała, kogoś trzeba było winić, coś mu przeciwstawić, ale żeby to pokutowało aż do dziś? Winnym numer dwa (choć chronologicznie raczej numer jeden) jest oczywiście oświecenie i zabójstwo Boga – nad czym ubolewał Nietzsche, zresztą próbował temu zaradzić budując własną „teorię wszystkiego”, która, jakby to powiedzieć, choć wydawała się początkowo atrakcyjna, również się nie sprawdziła.

Tworzenie sztucznych tez było również domeną starożytnych, trochę w ramach zabawy, jak wspomniałem, trochę jako testowanie możliwości – taka filozoficzna metoda prób i błędów, a nuż się uda, czemu nie spróbować. Ale to były inne czasy, choć sama wiedza o funkcjonowaniu świata wywodząca się z hermetyzmu była podejrzanie spójna i trafna – więc komu to przeszkadzało, prawda? Tutaj właśnie widać, że mądrość i wiedza to tak samo różne rzeczy, jak nauka i rozwój. Filozofia to było takie hobby. Wiedza służyła zbieraniu tematów do dyskusji, a sama dyskusja była formą rywalizacji, sportu, taka mentalna olimpiada. Bo najpierw była „sekcja gimnastyczna”, a dopiero potem „sekcja artystyczna” parafrazując zdarzenia z filmu „Rejs”. Wydaje mi się, że ze względu na fizyczną skończoność ludzkich ciał, oczywiście niezaprzeczalne ich piękno, ale jednak do pewnego momentu, zaistniała w umysłach tamtych ludzi potrzeba wyjścia-poza, a więc wybrali rywalizację na polu intelektu. No i – w zasadzie – źle się to dla nich skończyło.

Dziś owo, zabawne bądź co bądź, tworzenie sztucznych tez (alternatywnej rzeczywistości) jako sposób na „zmienianie świata na lepsze” jest ulubionym narzędziem neomarksistów, nie tylko bezpośrednich spadkobierców szkoły frankfurckiej, ale ogólnie neooświeceniowców, ateistów i materialistów, ufających w potęgę szkiełka i oka, oddzielających rozum od serca, kląć na nich mogę długo, ale do rzeczy. Otóż ci lucyferianie (oświeceni) zakładają (nie muszę chyba mówić, że błędnie) iż sztuczne stworzenie antytezy pozwoli pójść tezie w stronę syntezy i tym samym wygenerować postęp – oczywiście wspomniana strona może być dowolnie zdefiniowana na potrzeby tworzących – i to jest najbardziej niebezpieczne. LGBT+ to ludzie? Czy ideologia? *) Też, ale głównie antyteza. Antifa? Że niby ma zlikwidować faszyzm przeciągając go na drugą stronę i z pozycji równowagi anihilować? To tak nie działa! Równowaga, to nie jest środek pomiędzy skrajnościami!

Ale spokojnie, zen. Tao. Droga środka. Wydawałoby się, że założenie jest podobne? Zupełnie nie. Kultura Wschodu funkcjonuje zupełnie inaczej, niż kultura Zachodu, czyli „nasza”. Tam nie ma ścisłego dualizmu (pozdrawiam przyjaciół zaratusztrian), a nawet, jak się dobrze przyjrzeć, to nie ma czegoś takiego, jak „dobro” i „zło”. Jin i Jan to nie są w zasadzie przeciwieństwa, tylko komplementarne części, które się przenikają. Jest to jakieś starcie, ale twórcze, natomiast to, co się tworzy, nie jest bytem, który utwardza się i podlega kolejnej przemianie – nie jest więc syntezą w pojęciu heglowskim, tylko raczej niekończącą się wymianą. To nie jest spirala, która jak wir wznosi się albo opada, to jest obraz wszechświata, który się rozszerza, jak balon napełniający się w nieskończoność, czy jak czerwony karzeł powstały po supernowej. Wszystko jest we wszystkim. Jungowski animus i anima, eckhartowska iskierka, hermetycka siódemka zasad konstrukcji świata.

Jak skończyli Budda i Jezus w Chinach? Owszem, są wciąż obecni jako osobne byty i kulty, ale taoiści po prostu przejęli te postacie jako części większej całości, wchłonęli wszystko w swój system, chociaż trudno ten twór nazwać „systemem”, bo nie jest zamknięty, tylko otwarty, więc z założenia wychodzi-poza, robi to, co my, tu na zachodzie, też byśmy chcieli uprawiać, tylko nie bardzo wiemy jak, nie umiemy. Dokonujemy „transgresji”, wychodzimy poza strefę komfortu (patrz J. B. Peterson szczególnie cykl „biblijny”), dopiero uczymy się tego, co w Chinach znane jest od tysięcy lat (i niestety czasem skutecznie tępione, patrz Mao – ten, który chciał w Państwie Środka zaprowadzić zachodni porządek, a właściwie nowozachodni, choć akurat logicznie i praktycznie powinno być odwrotnie). Konfucjusz żył przecież ponad pięćset lat przed Jezusem, a był przecież jednym z wielu następców dużo, dużo starszej kultury. Żeby nie powiedzieć filozofii, bo to nie była sensu stricto filozofia, tylko coś o wiele większego. Esencja życia.

Co jest trochę śmieszne – dualizm w pewnym stopniu funkcjonuje w naukach ścisłych (cóż, być może to jest przyczyną, dla których stoją w miejscu, a nawet się cofają). Ten logiczny błąd, to wydawałoby się fundamentalne założenie jest wciąż obecny w mózgach fizyków – na przykład twierdzą oni, że tak jak jest materia, to musi być antymateria. Nawet ponoć jakąś znaleźli, ale… Póki co poziom wiedzy na temat budowy wszechświata jest szacowany na jakieś 5% (obserwowalna materia i energia), tyle „cegiełek” mniej więcej znamy. Całej reszty, na którą składa się tak zwana ciemna materia (zakłada się, że stanowi 27% wszechświata) i ciemna energia (cała reszta) nie umiemy ogarnąć, wytłumaczyć. Przecież nie wiemy nawet skąd się bierze grawitacja. Dopiero włączając inne wymiary (podobno jest ich w sumie 12, tyle wystarczy, żeby spinała się teoria superstrun) wszystko jakoś da się obliczyć (ale jeszcze nie objaśnić). Czyli, jak twierdził sam Hawking, z czego się później wycofał (zapewne pod widmowym naciskiem światłych kolegów), Bóg jednak (gdzieś) istnieje. I raczej ma się całkiem dobrze, bo na razie jesteśmy od niego daleko.

A szatan (przeciwnik)? Tak naprawdę, w sensie ogólnym, nie jest „zły”. Owszem, jak głoszą księgi, popełnił błąd, upadł (zdradził), ale Bóg dał mu szansę. W zasadzie – zadanie. (Podobnie mogło być w przypadku Judasza). Polecił mu testować ludzi, wykonywać tę brudną robotę na ludzkiej wolnej woli – ale oczywiście tylko w zakresie, jaki jest dopuszczony przez Stwórcę. Inne „potwory” – demony, które akurat szatanowi podlegają, stworzyli sami ludzie… I one – niestety – nie są objęte żadną kontrolą, natomiast nie mają pewnej szczególnej mocy – którą dysponuje tylko najwyższy, o czym już pisałem tutaj – znania myśli ludzi. Demony mogą tylko się do-myślać, ale oczywiście słyszą, co mówimy, widzą, co piszemy, czują nasze emocje. Ale nie znają myśli. To je bardzo denerwuje. A jeszcze bardziej je niszczy nasza pewność siebie w stosunku do nich, nasza przewaga mentalna, nasz śmiech w ich twarze. Zresztą – anioły też nie znają naszych myśli. To Bóg im przekazuje zadania, często powtarza im nasze życzenia, taka zabawa w głuchy telefon, więc nie ma co się dziwić, że „uważaj, czego sobie życzysz”, może to być dobrze zrozumiane przez Najwyższego, ale źle zrealizowane przez jego pomocników.

*) Ludzie to L, G, B, T, inni, każdy osobno, każdy osobą, każdy odmienny. LGBT razem? Ideologia.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s