Baterie – nie!

O alternatywnych źródłach energii słów kilka – problem ich użytkowania zdaje się być raczej politycznym i psychologicznym, dlatego zdecydowałem się o tym napisać tu, na Sokratesie. Gdyż potrzebne technologie istnieją od dawna i wcale nie są drogie. Trzeba jedynie męskiej decyzji, odwagi, przeciwstawienia się „grupie trzymającej kasę”. Rzućmy okiem na pełną gamę alternatyw…

Metan

Metan jest wszędzie. To też najgorszy gaz cieplarniany – jest lżejszy od powietrza, a więc ucieka szybko „w górę”, w przeciwieństwie do „legendarnego” CO2, który jest kompletnie nieszkodliwy, za to łatwo go złapać i zmierzyć, stąd pod jego obecność dopasowuje się wszelkie normy, opłaty i kary. Interes się kręci. A metan jest bardzo powszechny na naszej planecie, jest przecież produktem bakterii. Dlatego jego cząsteczka nie zawiera tlenu – to tylko atom węgla i cztery wodorowe „baloniki” na których sobie on lata. Taka konstrukcja jest naturalnie prosta i co za tym idzie również łatwa w użyciu, pomijając mały problem z wybuchowością. Ale przecież mamy metan w kuchenkach – czemu nie mieć go w samochodach? Ależ… Też mamy! Aut na CNG (compressed natural gas) jeździ po świecie całkiem sporo. Metan to paliwo niemal idealne, jedynym mankamentem jest potrzeba stosowania ciężkich, pancernych butli, gdyż wymaga przechowywania pod ciśnieniem. Można go stosować w „normalnych” silnikach tłokowych, ale też w turbinach gazowych – a te, niewielkich rozmiarów, mogą być używane do generowania prądu bezpośrednio na pokładzie samochodów (ewentualne akumulatory byłyby dużo mniejsze, niż w autach elektrycznych i w klasycznych hybrydach). Wiele domów na przykład w Niemczech ma w garażach kompresory które umożliwiają tankowanie takich aut bezpośrednio u ich właścicieli.  Metan jest też najlepszym źródłem… wodoru.

Wodór

Cudowny pierwiastek, najprostszy, najlżejszy, pierwotny. Paliwo słońca. Ciężko go złapać i utrzymać, choć nie jest to takie trudne, jak się nam wmawia. Zbiorniki muszą być super szczelne, gdyż mała cząsteczka wodoru przenika przez większość znanych materiałów, ale na przykład nie przez grafen! Więc – jaki problem? Ano – kasa. Gospodarka oparta na ropie musi się jakoś kręcić, żeby jej właściciele mieli z czego żyć. Wracając do zbiorników – nie muszą być ciśnieniowe, jak w przypadku metanu. Niestety nadal są bardzo ciężkie, ale to kwestia przepływu patentów – Toyota nie ma praw do grafenu, więc na razie radzi sobie jak potrafi – i całkiem jej to dobrze wychodzi. Mirai to naprawdę auto przyszłości, szkoda tylko, że takie brzydkie. Koncerny energetyczne już dostrzegły zalety wodoru – łatwiej i taniej go przechowywać i przesyłać, niż prąd (akumulatory, druty). Rodzimy gaz-system już od kilku lat przygotowuje się do wodorowej rewolucji, która wydaje się nieunikniona, niestety przez konkurencyjne firmy (a nawet kraje) jest to bardziej ewolucja. Są dowody na to, jak ropo-władcy torpedują starania firm i środowisk, które głoszą nowe idee paliwowe. Tak było (i jeszcze jest) w przypadku etanolu i olejów roślinnych.

Etanol

Produkt małych żyjątek przetwarzających cukier, tak, chodzi o drożdże. Wódeczka jednym słowem. Co by było, gdyby zamiast w butelkach była sprzedawana jako spirytus na stacjach paliw? Kto by się podłączał pod dystrybutor i uciekał w krzaki, zanim obsługa zareaguje? Żarty żartami, ale etanol, podobnie jak metan, może być używany w silnikach tłokowych i turbinach – po małych przeróbkach także w naszych samochodach. Może rolnictwo nie jest na to przygotowane – tak mówią – ale przecież wiele osób mogłoby pędzić bimber w domu i zamiast lać go do gardła – to do baku. Wychodzi drożej niż ropa? Niekoniecznie, zależy od skali produkcji. Poza tym jest to paliwo czyste i odwracalne. W spalinach nie ma takiej chemii, jak po benzynie. Etanol nie zamarza i nie gęstnieje na zimnie, co jest największą wadą kolejnego paliwa – oleju roślinnego.

Olej roślinny

Co czwarty taksówkarz w Warszawie jeździ na frytkach? Kiedyś tak było. Teraz jest moda na hybrydy, nacisk społeczny, nie wiem… Może ten zapach komuś przeszkadzał? Mnie nie… Co ważne w przypadku oleju roślinnego – jest najlepszym paliwem wtedy, kiedy wcześniej był wykorzystny do smażenia, czyli taki „zużyty”. Więc zamiast kosztownej utylizacji i w zasadzie wylewania (fabryki chipsów, wytwórnie frytek, chociażby MacDonalds) może być filtrowany i bez przeszkód spalany w standardowym dieslu. Tylko, że w zimie gęstnieje i przy większym mrozie tworzy zatory w przewodach paliwowych – ale ten problem można rozwiązać zakładając elektryczne podgrzewacze. To jest chyba najtańsze paliwo świata, szczególnie biorąc pod uwagę, że powstaje z odpadów. Dlaczego więc nie jest popularyzowane? Ba… Chyba się domyślamy.

Atom czyli para wodna

To pieśń przyszłości, ale może się okazać, że niedalekiej. Okiełznanie atomu mamy za sobą, choć problemem są wciąż rozmiary reaktorów i odpady radioaktywne, jednak wierzę, że da się go rozwiązać. Mamy przecież już okręty napędzane atomem (tak naprawdę silnikami elektrycznymi które zasilane są prądem z generatorów napędzanych turbinami parowymi – czyli gdzie energia atomowa służy tylko… gotowaniu wody, jak w klasycznych elektrowniach węglowych), więc miniaturyzacja i optymalizacja przy zastosowaniu nowych materiałów i technologii jest tylko kwestią czasu. To reakcja rozpadu, a przecież wciąż pracujemy nad fuzją (zimną). Czekamy tylko na jakiś przełom, być może przypadek, który odwróci wszystko do góry nogami.

Nie tylko pojazdy, nie tylko duże odbiorniki

Nie tak dawno jakaś mała firma z Japonii chwaliła się, że pracuje nad technologią wykorzystującą ogniwa paliwowe na wodór do produkcji zasilaczy (bo nie nazwał bym tego baterią) do telefonów komórkowych!

cdn…

Baterie – trzy razy nie!

W świetle powyższego – produkowanie ciężkich (1) akumulatorów z użyciem metali ziem rzadkich i innych drogich materiałów, przy wykorzystaniu ogromnej ilości energii (2); a z którymi potem, po ich zużyciu, ciężko cokolwiek zrobić (3) – mija się z celem. To ślepa uliczka motoryzacji – i nie tylko jej. Nawet jakiś postęp technologiczny w tej dziedzinie – chociażby użycie grafenu – niewiele zmieni. Akumulatory nadal będą ciężkie, kosztowne w produkcji i logistyce, nietrwałe. Zawierają przecież jakiś rodzaj paliwa, które po pewnym, wcale nie tak długim, czasie zużywa się. Po co więc wozić ze sobą takie bomby ekologiczne, takie „zbiorniki”… Które zresztą też się zapalają, czasem wybuchają.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s