Eko-logika

Rzeczy (zbędna) masa.

Zacznijmy od tych niby niematerialnych, jak prąd. W naszych mieszkaniach zużywają go głównie lodówki i pralki (domy to inna bajka). Oświetlenie też ma swój udział – żarówki z klasycznym żarnikiem wolframowym albo halogeny – samo zło, chyba, że jest potrzeba grzania za ich pomocą (hodowle zwierząt egzotycznych, a może i roślin). Świetlówki kompaktowe to też przeżytek, raz, że oczy bolą, a dwa, że zawierają trujące związki rtęci. LED – całkiem w porządku, chociaż technologia sama w sobie jest droga – metale rzadkie, generatory częstotliwości, proces produkcji itp. Ale to wszystko nieważne. Chodzi głównie o to, żeby przysłowiową „zbędną żarówkę” po prostu gasić. W przemyśle z pomocą przychodzą czujniki zmierzchu i ruchu montowane przykładowo na klatkach schodowych w blokach czy na korytarzach w miejscach wielkopowierzchniowych i mało zaludnionych jak magazyny. Prywatnie też się da dużo zautomatyzować, jednak nic nie zwalnia nas od myślenia. Przykładowo – ładowarki albo zasilacze często zostawiamy w kontaktach, a na drugim końcu przewodu nie ma „chwilowo” nic lub też jest urządzenie w stanie czuwania – albo działania niepotrzebnego, jak chociażby router Wi-Fi włączony cały dzień, mimo, że ktoś w domu jest raptem kilka godzin wieczorem. Chyba, że ma inteligentny dom sterowany przez Internet. Wracając do popularnego AGD. Lubimy DUŻE lodówki i ich zapełnione zamrażalniki, tak jakby sklepy były puste – to przeżytek mentalny PRL. Po za tym tak się zawsze spieszymy, że zamiast używać kuchni gazowych przestawiamy się na mikrofalówki. Prasujemy majtki, suszymy włosy (być może zbyt długie i zbyt długo). „Oglądamy” seriale na naszych wielkich ekranach patrząc jednocześnie w wyświetlacz komórki albo laptopa, albo rozmawiając przez telefon.

Materiały

Najpierw dosłownie. Ubrania. Po co tyle tego. Coraz gorszej jakości – na szczęście sporo z nich powstaje na skutek recyklingu – 100% poliester to prawie 100% starych butelek po napojach. Ale może uczulać. Natomiast pewnym rozwiązaniem jest wybieranie rzeczy wysokiej jakości i o ponadczasowym wyglądzie. To dobrze, że ludzie odkryli na nowo tak zwane „szmateksy”, nawet młodzi. Jakość i ponadczasowość powinna dotyczyć wszystkiego, czym się otaczamy. Samochodów, mebli, innych sprzętów. W rozsądnej ilości rzecz jasna, bo większość „bibelotów”, które kolekcjonujemy ma słabą wartość pragmatyczną i potencjał rozwoju. Powinny być to rzeczy nie tylko piękne, ale i możliwe do wykorzystania w sposób aktywny. Wiem, brzmi to dość zagadkowo – ale niech każdy teraz pomyśli, popatrzy, co ma, od kogo, po co, jak tego używa? Stoi i kurzy się? Bez sensu, ale przecież lepiej nie wyrzucać – więc może da się jakoś przerobić, żeby było bardziej „w ruchu”?

Woda

Uwielbiamy ją lać. Nic, że już prawie nikt nie ma baterii kurkowych, tylko takie z mieszaczem, gdzie pożądana temperatura jest możliwa do ustawienia raz „na zawsze”, szczególnie w łazience, gdzie się myje ciało wrażliwe na ukrop, a nie garnki; więc jednym prostym ruchem możemy kran otwierać i zamykać. Zapomina się. Nie opłaca się „na chwilę”. Na przykład na czas mycia zębów. Oszczędzamy siebie i wodę biorąc prysznic zamiast kąpać się w wannie – co z tego, jak „grzejemy” się w kabinie pod gorącą wodą nawet dłużej, niż siedzieliśmy w niej zanurzeni. Ja mam swój sposób – napuszczam sobie do wanny minimalną ilość wody i w niej się pluskam do woli. Polecam. Pora na sedes. Wodę trzeba spuszczać (deskę też, bo śmierdzi chociażby z rur). Ale nie każdy wie, że spłuczka ma prócz dwóch przycisków również wewnętrzną regulację – ilość wody można ograniczyć do minimum. A już przejawem geniuszu jest przekierowanie wody z syfonu z umywalki przez spłuczkę! Kilka rurek i gotowe! Co innego w pracy – tu na nic nic nie mamy wpływu – pozornie. Ale przecież możemy umyć kubek przy okazji wizyty w toalecie myjąc jednocześnie ręce. A potem wycieramy w ręczniki papierowe – naprawdę, wystarczą góra dwa. A propos mycia naczyń jeszcze – większość „brudu” schodzi i neutralizuje się bez użycia płynu do mycia. Kawa w szczególności – sama w sobie jest detergentem.

Produkcja i segregacja śmieci

Śmieci nie pojawiają się magicznie w naszych domach. To my je kupujemy, czy – jak mówią fachowcy – generujemy. A więc segregowanie tak naprawdę należy zacząć w momencie zakupu. Unikać żywności konfekcjonowanej (bo sama w sobie jest bardziej szkodliwa), przetworzonej (fabryki – zużycie energii, transport), egzotycznej (o tym niżej). A jeśli już trzeba kupić coś w opakowaniu, to w papierowym albo szklanym. Oczywiście należy z daleka omijać plastik, nawet zwykłą folię, a już w ogóle zrezygnować z rzeczy w puszkach! O szkodliwości aluminium mówi się ostatnio coraz więcej – jest to pierwiastek neuroaktywny i kumulujący się w ciele człowieka, to raz, a dwa, że przetwarzanie go do wykorzystywanej obecnie postaci jest wyjątkowo energochłonne i trujące dla środowiska. Obowiązkowa podobno segregacja jest zupełnie ignorowana lub wykonywana błędnie przez co najmniej połowę mieszkańców blokowisk. Już są planowane kary dla mieszkańców – dodatkowa opłata w czynszu, jeśli administracja stwierdzi, że z segregacją jest coś nie tak. A że zawsze się znajdzie jakiś idiota, to płacić będą wszyscy, więc szybko zrezygnują z tego dodatkowego wysiłku jakim jest prowadzenie dwóch czy trzech śmietników w domu.

Jedzenie

Tylko lokalne! Po pierwsze lepsze dla zdrowia – to dość stara zasada, że jemy rzeczy dostępne na danym terenie, na którym mieszkamy (dlatego też nie warto za bardzo oddalać się od miejsca urodzenia). Po drugie – odpada kompletnie nieekologiczny transport dóbr z drugiego końca świata, także kosztowny – a za tym idzie niska jakość tych produktów. Zresztą zysk producentów jest żaden, zarabiają pośrednicy. Cudze chwalimy – kolorowe, modne, egzotyczne, tymczasem nie znamy setek zdrowych i wręcz niekiedy cudownie działających roślin dostępnych u nas, nie mówiąc o tych, których się nie hoduje, rosną dziko w lasach i na łąkach, niektóre objęte ochroną – ale rzadkość ich występowania nie wynika z eksploatacji, tylko z ograniczania terenów naturalnych siedlisk i z zatrucia środowiska – wody, powietrza, gleby. Teraz – gotowanie w domu, czy tania knajpa? A może dieta pudełkowa? Cóż, coś za coś. Sami sobie nie zapewnimy takiej różnorodności, jaką mamy w pudełkach (byle były ekologiczne). Jest drożej, ale oszczędzamy ogrom czasu, jednostkowych opakowań produktów, unikamy starzenia się ich nadmiaru w lodówce. Chyba, że wystarczy nam prosta, polska kuchnia, to może lepiej zjeść obiad w pobliskim barze mlecznym. A na śniadanie jogurt z muesli – tylko nie ten z drugiego końca kraju. W tym przypadku też możemy „działać” lokalnie. Dbać nie tylko o środowisko, ale o „sąsiednich” przedsiębiorców.

Podróże dalsze

Wozimy towary przeróżne, co samo w sobie jest bez sensu – te wszystkie chińskie gadżety normalnym, kochającym się ludziom do niczego nie są potrzebne, poczynając od kosmetyków, przez elementy „wyposażenia wnętrz” aż po zaawansowane urządzenia elektroniczne. Mamy siebie, po co nam rzeczy? A co do „siebie” – wozimy też nas samych, podróżujemy na koniec świata, żeby poleżeć na obcym piasku i pooglądać wytwory obcej kultury oraz poznać ciekawych ludzi. Odmienność jest taka ciekawa, naprawdę? Jasne, pociąga nas różnorodność, to takie biologiczne (genetyczne), ale przecież priorytetem powinno być zawsze „z kim”, a nie „gdzie”. Kanion Kolorado można teraz zobaczyć w telewizji – przytulając się ze swoją miłością na kanapie. Przecież prawdziwą sztuką na przykład jeśli chodzi o fotografowanie jest zrobić ciekawe zdjęcie zwykłej rzeczy, a nie zwykłe zdjęcie tej ciekawej. Różnorodność i piękno jest obok nas, wystarczy na chwilę zatrzymać się i rozejrzeć.

Podróże bliższe

Mamy sprawy do załatwienia „na mieście”. Jeśli to nic pilnego – odłóżmy na później, ale nie w sensie prokrastynacji, tylko celowego planowania, optymalizowania, również w odniesieniu do czasu – zaoszczędzony wykorzystamy na bardziej sensowne działania. Kilka spraw można załatwić na przykład dnia, w którym jest mniejsze natężenie ruchu dobierając trasę tak, żeby była jak najkrótsza. Da się. Poza tym większość rzeczy i tak wynika z niepotrzebnego kaprysu, spontanicznego działania (o, promocja w jakimś markecie, 2 zł taniej), a sporą część można szybko i sprawnie załatwić bez wychodzenia z domu, przez Internet. Weźmy takie płacenie rachunków. W banku? Albo, co gorsza, poczcie? „Bo ja jestem starej daty, nie nauczę się tego internetu, a poza tym dla mnie to spacer” – ok, jak spacer, to może lepiej udać się do pobliskiego lasu, dostarczyć drzewom nieco CO2 i przy okazji podnieść jakiegoś śmiecia i zanieść do kosza? Jak już nie mamy innego wyjścia i musimy jechać gdzieś samochodem, to  pamiętajmy, że nawet nasze krzywe parkowanie – to jest takie, że na miejscu obok nie zmieści się inny samochód, choć powinien, jeśli wykazalibyśmy się dobrą wolą – ma wpływ na środowisko. Ktoś, kto stanąłby obok musi teraz tracić czas i paliwo, żeby szukać kolejnego miejsca.

Praca

Korporacje wciąż mocno trzymają się starych reguł, choć chciałyby być uznawane za nowoczesne. Owocowe czwartki budzą uśmiech politowania. Bo zacząć trzeba od tego, że takie miejsca spędu, jak duże biurowce, to przeżytek na miarę XIX wieku, kiedy praca odbywała się tylko w fabrykach – oczywiście dziś też są fabryki, choć mniejsze i często obsługiwane przez roboty. Natomiast sens skupiania ludzi pod jednym dachem w miejscu, do którego trzeba dojechać rano, a potem po południu znów z niego wracać jest żaden. W dobie szybkiego Internetu i aplikacji przeglądarkowych większość zadań może być realizowana z domu, czy nawet z parku albo kawiarni – zresztą tak zwani wolni strzelcy tak właśnie funkcjonują. Korporacje też powoli dostrzegają nowe możliwości i na przykład organizują tak zwane huby, czyli biura wielofirmowe, małe, zlokalizowane w kilku miejscach, żeby pracownicy mieli bliżej. Telepraca bardzo powoli się rozwija, choć w drugiej dekadzie XXI wieku powinna być standardem. Pracownik owszem, musiałby się bardziej kontrolować, ale zaoszczędziłby przynajmniej dwie godziny czasu dziennie (epoka!) i do tego sporo prądu, paliwa, tlenu. Nie wdychałby spalin, a więc też dużo zdrowia. Rodzice mogliby skupić się na tym, co ważne, a więc na budowaniu więzi z dziećmi, a nie na „robieniu kariery”.

Kobiety i mężczyźni

Zobacz sama – pomyśl sam – ile wydajesz „na siebie”? Ile masz szminek, pomadek, cieni, pudrów plus jaki czas przed lustrem (przy dobrym świetle na prąd) poświęcasz na to, żeby to wszystko nałożyć na twarz. Niepotrzebnie. Nikt na to nie zwróci uwagi, chyba że coś schrzanisz, no to się pośmieje, a jeszcze zrobi fotę smartfonem i wrzuci na faszyn from Raszyn. O ubraniach już pisałem wyżej. Nie da się kupić marzeń. Życie to nie bajka. Reklamy kłamią. Sama wiesz, czego potrzebujesz, nikt ci tego nie musi wmawiać. A i tak wszyscy widzą ile masz lat i przez co przeszłaś, a nawet gdzie pracujesz. Naprawdę lepiej zaoszczędzić – na wielu płaszczyznach, w tym i środowiskowej – i przestać się na siłę „upiększać”. A ty chłopaku? To, że masz w domu wielką kolekcję „bógwieczegoipoco” na żadnej lasce wrażenia nie zrobi. A jak będziesz miał kiedyś przypadkiem dziecko, to ono i tak ci wszystko rozwali, popsuje. Będziesz żałował? Nie ma czego. Nie kupuj głupot. Pieniądze wydawaj na dobrej jakości jedzenie i na jakieś sporty czy coś w tym rodzaju, rozwój. Ale nie umysłowy – żadnych kursów, książek – to wszystko jest niepotrzebne – mniej wiesz, lepiej śpisz. Dbaj o siebie, wypoczywaj więcej, najlepiej aktywnie, na świeżym powietrzu, przynajmniej nakarmisz las swoim oddechem. Daj siebie innym. Saute. Masz być dziki i niebezpieczny.

Myślenie

Te rzeczy są dla niektórych ludzi oczywiste, oni robią to automatycznie, z drobną refleksją i pomyślunkiem, dlatego nazywam to eko-logiką. Lecz inni mają to kompletnie gdzieś – pytanie, czy kampanie uświadamiające (kosztowne i nieekologiczne) trafią do tych „nieświadomych”. Moim zdaniem – do większości niestety nie dotrą. To też kwestia osobowości. Pewnych zdolności organizacyjnych, optymalizacyjnych, myślenia o innych ludziach, nastawienia na współpracę. Po co więc to piszę? Dla siebie, żeby podsumować sobie własne spostrzeżenia. Dlatego tradycyjnie będę ten wpis aktualizował o nowe pomysły – a może ktoś z Państwa ma jakieś przemyślenia – piszcie na „kontakt”.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s