Teoria nie wszystkiego

Zapytacie zaraz zapewne, czy coś brałem, i czy czasami tego nie przedawkowałem? Ale ostatnio spinając sobie w głowie opublikowane wyniki różnych badań ze znanymi wcześniej teoriami i własnymi obserwacjami wyłoniła mi się w głowie nowa myśl na temat związku ducha z materią – zagadnienia opisywanego i dyskutowanego szeroko  w wielu księgach, poczynając od tych świętych – każdej religii, aż do popularnonaukowych zajmujących się chociażby fizyką kwantową; problemu poruszanego przy każdej dowolnej okazji i to bez takiego zamiaru, wychodzi on sam i wszędzie – bo to podstawa rozumienia świata.

Wędrówka dusz.

Wszyscy chyba znamy założenia tej doktryny, choć w różnych formach; w zależności od kultury i wyznania może się różnić w szczegółach. Generalna zasada jest taka, że każda dusza po śmierci wraca do nowego ciała. Inna sprawa – skąd się ona bierze, to znaczy czy powstają nowe dusze? Zaraz postaram się odpowiedzieć i na to pytanie. W każdym razie zdarza się, że tym nowym ciałem nie musi być wcale ciało człowieka, ani nawet nie zwierzęcia. Buddyści nieco się boją zostać kwiatkiem lub kamieniem. Głupie?

Nie do końca.

Samokreująca się właśnie „nowa teoria” zakłada nierozłączność ducha i materii, lub rozłączność chwilową (moment przeskoku). Bazuje też na wielowymiarowości bytu – dla nas, z ziemskiej perspektywy, zmiana jednego w drugie może być wyraźna i zaskakująca, ale dla istot wyższych płynna i naturalna. Jakieś echa pobrzmiewają w teorii strun. Takie „wszystko jest myślą” – pochodzi z prastarego hermetyzmu. Jadnak ja nie jestem jakimś wyznawcą tajnej religii, tylko zwykłym ciekawskim. Może bardziej, niż inni, dostrzegam pewne związki między różnymi i wydawałoby się odległymi od siebie zjawiskami, mając przy tym nadzieję, że ktoś kiedyś zwyczajnie to „zmierzy” i udowodni „naukowo”.

Transcendencja.

Obecna jest od zawsze i wszędzie – a więc zróbmy sobie najpierw szybki przegląd teorii, mitów i wierzeń. Trzy osoby boskie – Bóg Ojciec, Syn Boży, Duch Święty. Boska cząstka w każdym człowieku. Iskierka (Mistrz Eckhart). Księga Urantii – osobowość, absolut, wszechświaty, trójce, bóstwa, synowie itd (tutaj szacunek wielki dla autorów za skrupulatne spisanie, a jeśli sami to wymyślili, to jeszcze większy, brawa dla tłumaczy). Hinduizm, taoizm, buddyzm. Gaja. Freud, Jung – podświadomość, Id, ego; świadomość (i nieświadomość) zbiorowa. Bakterie jelitowe. Drgania, wibracje, rezonans, programowanie, pamięć wody. Splątanie kwantowe.

Duch bez materii?

Nie istnieje. Wielkie religie głoszą przecież „ciała zmartwychwstanie”. Trochę szkoda, że już bez płci… (choć kto wie). Jedno jest moim zdaniem pewne – trwały związek między „widzialnym” a „niewidzialnym”. Nawet takie demony latające po świecie rozpaczliwie szukają czegoś lub kogoś do opętania. Dobrą parafrazą jest baśniowa Lampa Aladyna – zawsze jest naczynie i jego zawartość. Czy można mieć wodę bez zbiornika? Pewnie tak, ale nie na długo. Przemiana to stan przejściowy – deszcz, para, nasączenie.

Unicestwienie.

Dyskusyjna się wydaje jedynie ciągłość świadomości jednostkowej (osobowości). Bo gdy ciągłość przemian energetycznych jest niewątpliwa, to czy jej formy przejściowe oraz ostateczne (jeśli w ogóle istnieją, gdyż wszystko jest nieskończonym cyklem) zachowują pierwotny i wciąż aktualizowany kod. Albo cząstkę – jednak w takim „oderwaniu” trudno będzie można mówić o „osobowości”. Będzie natomiast wciąż jakiś potencjał, dążenie do powrotu… Grawitacja. Choć akurat Księga Urantii głosi, że są przypadki „unicestwienia”.

Nowe dusze.

Skąd się biorą? Może ze szczątków „unicestwionych”? Czy w takim razie jest jakaś skończoność w nieskończoności? Przemiany energii występują w obrębie stałej jej ilości, bardzo dużej, lecz jednak określonej, która w całości tworzy „absolut”? To też jeden z problemów dzisiejszej nauki, który niejednokrotnie warunkuje podejście do badanych problemów. Czy jest gdzieś granica? A jeśli tak, to co jest poza nią? Zwykła ludzka logika nie wystarczy, żeby to ogarnąć.

Miłość.

Znamy ze szkoły podstawowej pojęcie grawitacji, przyciągania, siły nie do końca jeszcze zbadanej i zrozumiałej, może dlatego, że nauka zajmuje się nią na poziomie materii. Masa przyciąga masę, im większa, tym bardziej? Dlaczego? Do tego mamy obserwowane „zachowanie” czarnych dziur, ciemnej materii. Inne, niż zakładaliśmy (upadek teorii Hawkinga). Czegoś ciągle brakuje, coś wciąż się nie zgadza, czegoś nie dostrzegamy. A miłość – rodzaj „przyciągania” – szczególnie ta, która nie wybiera? A może jednak wybiera, tylko czasem nie tak, jak zainteresowani chcą (wyobrażają sobie)?

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s