Uzdrowienie

Najpierw trzeba zdać sobie sprawę ze swoich potrzeb, pragnień, najskrytszych marzeń. Nie bać się ich – wiem, mogą na pierwszy rzut oka przerażać, wręcz rujnować.  Są tam (w naszej głębi), dobijają się, nie ma wyjścia, trzeba je uwolnić. A potem zrobić wszystko, żeby je konsekwentnie realizować (nie robiąc krzywdy innym!). Chyba, że jest to na daną chwilę (i miejsce) niemożliwe – wtedy po prostu należy się pogodzić z tym, że albo trzeba poczekać, nawet bardzo długo, być może więcej niż jedno ziemskie życie, albo… że pozostanie to tylko w sferze marzeń i snów – a w tych ostatnich na szczęście możemy przecież wszystko!

Ważne jest to, żeby nie tracić czasu, nie rozdrabniać się, nie znieczulać sztucznie (kompensować, sublimować)! Nawet kierując się takimi szczytnymi wydawałoby się pobudkami, jak potrzeba pomocy innym! Nie należy pomagać nikomu bez wyraźnego sygnału od tej osoby. Każdy kojarzy tę parafrazę – wędka zamiast ryby. Każdy człowiek musi  coś przepracować sam, taki jest jego los, część wielkiego planu. Co innego, jeśli rzeczywiście prosi – konkretnie nas – o pomoc – to oznacza, że w tym planie jesteśmy my – pomóc musimy – tak samo jej, jak i sobie. Wszystko jest połączone.

Wiara w UFO, płaską Ziemię i temu podobne bzdury – ludzie marnują swój cenny czas na straszne pierdoły, na zgłębianie „tajemnic”, które, jeśli nawet udałoby się wyjaśnić, nijak nie wpłynęłyby (pozytywnie) na ich życie. Chyba, że też są drogą do odkrycia prawdziwej natury danej osoby. Czytam i słucham też wielu „producentów” wszelkich teorii, w tym spiskowych, badaczy tajemnic, magów i ezoteryków. Po trosze wdzięczny im jestem za odblokowanie w mojej psychice pewnych zapadek – to była droga, którą musiałem przejść.

Nie jest łatwo, gdy wokół jest tylu manipulatorów, hochsztaplerów; tyle zła i cierpienia. Jest coraz trudniej powiedziałbym – w dobie Internetu, który daje dużo nowych ścieżek, ale też generuje mnóstwo szumu, krzyku idiotów i innych kandydatów na celebrytów. Ja jednak – wzbogacony doświadczeniem i nabytą zdolnością rozeznania – idę dalej; póki mam taką możliwość, póki nie mam nic wznioślejszego do roboty, poza pogłębianiem wiedzy i inspirowaniem innych ludzi do pójścia w te ślady – odkrycia siebie. Zauważcie, że ja nic konkretnego nikomu nie wpajam, taką mam nadzieję, że popycham lekko do odkrywania świata we własnym zakresie.

Nowoczesność daje też nowe możliwości grzebania w historii – starożytne budowle, artefakty, pisma i inne przekazy – nabierają nowego znaczenia. Kryją w sobie jakąś tajemnicę, która umiejętnie rozszerzona na wiele dziedzin, niby nie powiązanych ze sobą, wydaje się być dość oczywista i spójna. Zresztą pewne przesłanki na jej temat powracają wciąż od setek, a może i tysięcy lat, spopularyzowane, jeśli można tak powiedzieć, głównie przez Platona, ale ludzie i tak zdają się tego nie rozumieć, a jeśli już to opatrznie, wąsko (religie). Politycznie. Mam często wrażenie, że jest coś (ktoś), komu zależy na tym całym „bałaganie” (nie mylić z entropią).

Otóż: materia to nie wszystko. W sumie – to prawie nic. To mała część nieskończonej wieczności. Kożuch na mleku, bo wierzchołek góry lodowej, to i tak byłoby zbyt wiele. Większość „tajemnic”, jak duchy, ufo i wiele, wiele innych, ma swoje wytłumaczenie pozamaterialne. A jakie – tego ludzki umysł będący w stanie przywiązania do natury – nie będzie miał możliwości ogarnąć. I właśnie z tego również – poza własnymi pragnieniami – trzeba sobie zdać sprawę.

Grunt, to „patrzeć przez”. Nie zatrzymywać wzroku na powierzchowności, wrażeniu, odbiciu. Widzieć coś więcej. Wgłąb, ale też szeroko. Ogarniać wzrokiem i pozostałymi zmysłami nie tylko to, co pasuje do schematów, które mózg automatycznie tworzy, żeby łatwiej sobie radzić z prostą codziennością. I wcale nie trzeba być jakimś mistykiem czy innym mroczną istotą, wręcz przeciwnie. Każdy ma w sobie ten potencjał. Wszyscy jesteśmy światłością tego świata.

Mówiąc językiem Junga – pełna indywiduacja, integracja świadomości i nieświadomości (w tym zbiorowej) – to recepta na zdrowie. Nie tylko psychiczne. Również fizyczne. Wszystkie choroby biorą się z ducha, fizjologia dostaje ciosy od sfery mentalnej upośledzając odporność, przyciągając złą energię. Jest to sprzężenie zwrotne, błędne koło. Psychosomatyka. Później wchodzi na scenę epigenetyka, która całkiem realnie wpływa na postawę (konstrukcję) kolejnych pokoleń. Nasz kod genetyczny się zmienia, tworząc nowe życie przekazujemy swoją wersję obecną, oczywiście z pewną dziedziczoną od pokoleń stałą bazą, ale sporo jest w tym nowego. Na tym polega prawdziwa ewolucja, nie na jakiś przypadkowych mutacjach, ślepych próbach natury, jak uważał Darwin. A więc – tylko od nas, naszej samoświadomości zależy przyszłość. I wieczność.

Amen 😉

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s