Nieskończoność

Deizm, teizm, antyteizm.

Terminy na określenie stosunku człowieka do szeroko pojętej wiary można mnożyć w nieskończoność. Jedni wyznają konkretnego boga, inni tylko nie negują jego obecności, a są i tacy, którzy twierdzą, że cały świat, w zasadzie nawet wszechświat powstał przypadkiem. Możliwe są też wszelkie wariacje pomiędzy. Natomiast znakomita większość ludzi w ogóle o takich rzeczach nie myśli, a jeśli nawet funkcjonuje w jakiejś religii, to bardziej w ramach tradycji, kontynuowania „dzieła” przodków. Ale czy samo to, że pewne atomy potrafią się łączyć z innymi świadczy o tym, że gdzieś jest zapisany jakiś plan? I to właśnie stosunek do tego planu determinuje pewne kluczowe obszary naszego zachowania, działania.

Połączenia.

Modne ostatnio pojęcie „fizyka kwantowa” rozrosło się w swoim zakresie do rozmiarów co najmniej wszechświata, a nawet dużo, dużo bardziej. Dlaczego? Bo jej głównym założeniem jest istnienie połączeń i następstw niewytłumaczalnych za pomocą fizyki głównego nurtu. Zaczęło się to wszystko w okolicach Einsteina i jego obserwacji „niesamowitego splątania”. Osobiście uważam, że jako ludzie, przynajmniej w czasie naszej ziemskiej egzystencji, nie stworzymy „teorii wszystkiego” i nie uzyskamy ostatecznej odpowiedzi. Pozostaje nam poruszać się w obszarach bardziej lub mniej prawdopodobnych, a najlepiej – użytecznych – teorii.

Eksplozja.

Wielki Wybuch, każdy słyszał o tym poglądzie. Co on oznacza – w świecie materialnym, widzialnym, mniej więcej wiemy. Ale to przecież tylko wierzchołek góry lodowej. Ostatnio modne i jakże nośne jest przekonanie, że każda nasza myśl tworzy nowe odgałęzienie. Życie każdego człowieka jest osobnym „wieloświatem”. Nieskończoność w tym kontekście, w dotychczasowym rozumieniu, wydaje się być tylko punktem. Każda interakcja międzyludzka ma potencjał tworzenia alternatywnej rzeczywistości, a my ponoć zawsze mamy wybór, to znaczy tylko od nas zależy, co będzie dalej.

Koniec?

Nie istnieje coś takiego. Ani początek. Są to tylko przemiany – zresztą właśnie fizyka to potwierdza (i chemia). Człowiek szuka pewnych odpowiedzi ze swojej bardzo ograniczonej perspektywy. Po co w ogóle szuka? Dlaczego podstawia własne życie pod fikcyjne równanie, które ktoś kiedyś wymyślił jako uproszczenie zjawisk, które były wówczas wyjaśniane za pomocą magii? Dziesięć przykazań, osiem błogosławieństw, twierdzenie Pitagorasa – to tylko abstrakcje. Matematycy to wiedzą, bawią się tym do dziś, wyciągając z tego różne przydatne, konkretne przedmioty mające służyć rozwojowi cywilizacji i techniki, choć to i tak w zasadzie nie jest nam, ludziom, do szczęścia potrzebne. Ale co z kapłanami? Też „to” wiedzą, też się „tym” bawią (i w dodatku kosztem innych)? Co z ludźmi, którzy przekładają „właściwe” życie na bliżej nieokreśloną, czasem bardzo odległą i mglistą przyszłość?

Połączenia.

Tak jak pierwiastki mogą się łączyć w związki, tak ludzie mogą próbować spajać w jedno swoje ścieżki (rozgałęzienia) ze ścieżkami innych ludzi. Można łatwo dostrzec te ruchy – rozgałęziania i łączenia – na co dzień, jeśli tylko uświadomimy sobie, że tak jest i że żadna przyczyna nie pozostaje bez skutku. Kiedyś rozproszeni powinniśmy dążyć z powrotem do całości – to zresztą jest część wspólna wielu wierzeń, jak i różnych teorii z pogranicza nauki (mówię tu na przykład o psychologii głębi, która wciąż nie jest do końca uznana jako dziedzina wiedzy w sensie akademickim). Powinniśmy starać się łączyć, szukać wspólnych części, na tym budować naszą przyszłość, podkreślać podobieństwa, a różnice traktować jako „dekorację”, folklor, a nie jako fundament sztucznych bądź co bądź sporów – o rzeczy tak dziwne i egzotyczne dla zewnętrznego obserwatora, że wręcz niewiarygodne, że niektórzy ludzie i grupy tracą na to czas (i pieniądze, o które często chodzi, jak i o władzę – czyli tak naprawdę o najniższe, bzdurne pobudki). Ludzkość, miłość, przyroda, Ziemia, nic więcej.

Dogmaty.

Nic tak mnie nie bawi (przepraszam), jak analiza dogmatów wiary, w obręb której zostałem włączony. Siedzę w niej i nawet rzec można wspieram, bo wiem, że są ludzie, którzy tego potrzebują, nie potrafią, nie chcą inaczej. Poza tym wiem, że jest tam na górze ktoś, kogo do końca nie znamy i być może nigdy całkowicie nie poznamy (chyba, że przez scalenie), kto tym wszystkim nie tyle kręci, co jest po prostu ponad, jednocześnie celem i przyczyną. W każdym razie ludzie przez te kilka tysięcy lat znanej historii (chrześcijaństwa) wymyślili tyle kłamstw i manipulacji pozostawiających mnóstwo sprzeczności, że każdemu myślącemu człowiekowi po prostu już się nie chce w to wnikać. Więc i ja wpisuję się powoli w ten trend – zwany deizmem. Jeśli ktoś będzie chciał podyskutować na ten temat – zapraszam. Ostatnia wątpliwość jaką pamiętam – jak się ma „niech odpoczywają w pokoju wiecznym” do „ciała zmartwychwstania”? Albo czy masochista będzie miał przyjemność z pobytu w piekle? Czy fetysz mu zostanie? A jeśli nie – to czy można wtedy mówić, że jest sobą?

***

Wiem, że się powtarzam w wielu powyższych stwierdzeniach i w kolejnych wpisach – cóż, po prostu się tym bawię 😉

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s