Samotność

Stworzenie.

Bardzo dawno temu, w bliżej nieokreślonym miejscu zwanym „Rajem” Bóg stworzył człowieka – na swój obraz i podobieństwo (1). Dał mu wolną wolę (2). I od razu partnerkę, żeby ów nie czuł się samotny (3). O rozmnażaniu póki co nie było mowy. Za to pojawił się zakaz. Niby możesz wszystko, człowieku, oprócz spożywania owoców z drzewa poznania dobra i zła. O możliwości spożywania z drugiego tam rosnącego, dość centralnie, drzewa życia w tym momencie też jeszcze nie było mowy. Ciekawe. Dopiero, kiedy niewiasta skuszona przez węża skosztowała owocu pierwszego drzewa i dała też zjeść mężczyźnie – zaczęło się. Nie będę dalej cytował, w każdym razie nasuwają się dwa pytania – po co te drzewa tam rosły (ok, wiem, że to jakaś metafora, ale brakuje mi mimo wszystko uzasadnienia, chociażby równie przenośnego), a po drugie – skoro człowiek był stworzony na wzór Boga samego, to skąd ten pierwotny zakaz? Dobry Bóg jednak chciał zachować coś dla siebie. Ale i tak nie zachował… Więc? Co dalej? (4)

Cielesność.

Tuż przed wygnaniem z raju ludzie uświadomili sobie, że są nadzy. Jasne, zjedli przecież owoc rozróżnienia dobra i zła. Ale czy to oznacza, że nagość jest zła? Przecież tak nas Bóg stworzył. Dlaczego później podporządkował się (!) tej pierwszej „obawie” człowieka i sam, własno-bosko-ręcznie, odział go w skóry? Później oczywiście z tego zapisu (5) powstała cała ideologia rozwijana uparcie i wciąż przez proroków, patriarchów, ojców i doktorów kościoła, teologów – że ciało jest złe, że to z pewnością produkt szatana, a więc też wszelkie cielesne „uciechy” prowadzą tylko do grzechów. Wreszcie oddano cały „świat” (materialny) pod władzę „przeciwnika”. Sprzeczność? Jak dla mnie – owszem i postaram się to udowodnić.

Przełom.

Kilka – kilkanaście tysięcy lat temu (w zależności od regionu świata) nastąpił wyraźny przełom cywilizacyjny. Epokowy. Zmiana trybu życia ludzi z myśliwsko-zbierackiego na rolniczo-hodowlany. Dlaczego tak się stało? Trudno jednoznacznie powiedzieć, czy miały na to wpływ czynniki naturalne, jak rozrastanie się populacji ograniczające swobodny dostęp do zasobów, czy początki chęci panowania jednego człowieka nad drugim, nad grupą. Dość, że owe grupy, których podstawą były pary i ich dzieci, rodziny bardziej lub mniej spokrewnionych ludzi, powstały i rzecz jasna dostrzegły, że łączy ich nie tylko krew, ale też wspólne cele – prowadzące do przetrwania i być może ekspansji (6).

Śmierć…

„Wierzę w Boga, (…), ciała zmartwychwstanie, żywot wieczny, Amen”. Kredo. Dusza jest wieczna, po śmierci oddziela się od ciała, ale po jakimś czasie (po sądzie ostatecznym) otrzymuje nowe. Ale jakie? Bezpłciowe? W sile wieku, w sensie dojrzałe, po naszemu jeszcze „nastoletnie”? Pytanie się nasuwa (kolejne) – po co nam to ciało? Skoro ma już nie być jego „uciech”, skoro były grzeszne, skoro nie musi być ich owoców, czyli dzieci, gdyż w tysiącletnim państwie niepotrzebne będzie już rozmnażanie. Cóż, skoro sama dusza nie wystarczy do „poznawania” i „wychwalania”… Bo co jeszcze będziemy robić w niebie? W Zaratusztrianizmie jest mowa o odczuwaniu w pierwszych dniach po śmierci rosnącej przyjemności, począwszy od tej, która będzie sumą z całego ziemskiego życia. Później również dostaje się z powrotem ciało, też w sumie nie bardzo wiadomo po co i dlaczego… W żadnej religii nie ma w ogóle mowy – tak wnioskuję z tego, co zdążyłem przyswoić – o „niebieskich” związkach międzyludzkich. Czy grozi nam wieczna samotność?

… nas rozłączy?

Nie zgadzam się i będę tu bronił swojego zdania rękami i nogami, z bronią i bez, piekło zamienię w lodową pustynię, ale co to za pomysł, że śmierć przerywa miłość? Skąd wzięły się słowa przysięgi małżeńskiej – na razie nie wnikam. Raczej nie z Biblii. Oczywiście za czasów najstarszych patriarchów powstały pewne nakazy o źródle społeczno-politycznym, gdzie zakaz cudzołóstwa to jedno, ale możliwość ponownego „wzięcia” sobie nowej żony to drugie. Rozumiem, czasy były takie i nie inne, o dziedzictwo i szybki rozwój narodu (7) oraz propagowanie tradycji trzeba było dbać. Bardzo „ziemskie” podejście. Przetrwanie, ekspansja, posiadanie…  Nie, nie i jeszcze raz nie. Bóg jest miłością. Bóg jest wieczny. A więc – miłość jest wieczna! Człowiek rozumny potrafiący wnioskować od razu odnajduje tę sprzeczność między pismami a zwykłą logiką. Dlatego pomijając pobudki czysto ludzkie, egzystencjalne – jasne się staje, że cały system „związków”, szczególnie formalnych, jest wymyślony przez człowieka i tylko jemu służy. Nie tędy droga.

Co na górze…

…to na dole – co na dole, to na górze. Jest to jedna (druga z kolei zresztą, po „wszystko jest myślą”) zasada hermetyczna. Oczywiście teraz narażam się na grzech, bo to gnoza i nie wiem, czy nie coś gorszego, jakaś sekta albo wręcz satanizm, ale o powstanie podstaw tej wiedzy, bądź co bądź tajemnej, podejrzewa się czasy na grubo przed Chrystusem, Buddą i Zaratusztrą – okres predynastyczny w starożytnym Egipcie (8). Zresztą o wzajemnym wpływie pewnych doktryn pisałem wcześniej, szkoda natomiast, że zamiast wyjaśniać, precyzować, uzupełniać się wzajemnie często stoją one w sprzeczności ze sobą. Także wiele wskazuje na wspólne źródło, nieskażone polityką, czyste i pierwotne, rzec można – naturalne, a więc bazujące na prostych założeniach (i obserwacjach), być może też wizjach i bezpośrednich (boskich) przekazach. W każdym razie – co potwierdzi każdy antropolog kultury – w założeniach wszelkich religii od niepamiętnych czasów istnieje zawsze próba odwzorowania boskości w człowieczeństwie, nieba na ziemi (słońce-światło-ogień), również odwrotnie, choć to już zahacza rzeczywiście o fizykę kwantową, jak dziś nazywamy tę dziedzinę.

…państwo.

Czy ta struktura stworzona przez ludzi jako element zabezpieczający wspólnotę duchową i materialną (lub ostatnio tylko materialną), to dobro – „boski porządek”, wieczna reguła uznawania zwierzchności, jak przekonują nas kolejni przedstawiciele władz kościelnych (np. LEON PP. XIII) i sprzyjające im władze świeckie, czy „zło konieczne”, jak uważa między innymi J.J. Rousseau? (9). Uczestnicząc w tej organizacji mamy pewne prawa, zapewnioną ich ochronę, ale też sporo ograniczeń, którym daleko do tak zwanego „porządku naturalnego”. Rozwój cywilizacji udowadnia, że im więcej jest tych zakazów i ścisłych regulacji, im większy jest w nich tak naprawdę bałagan i masa sprzeczności, tym członkowie społeczeństwa są mniej szczęśliwi – nie w sensie materialnego bytu i komfortu, czy nawet „samorealizacji” i „kariery”, tylko w rozumieniu poczucia wewnętrznego spełnienia, głębokiej radości w sercu, której „przyjemność” jest tylko zewnętrzną emanacją, mającą zresztą możliwość przekazywania innym.

Singiel

Coraz większa część z nas zwiedziona nowoczesnym merkantylizmem, konsumpcjonizmem, kończy jako singiel lub singielka. Sukcesem i rzeczą niby godną pozazdroszczenia jest dla nas samotność – postrzegana jako prawdziwa wolność. Jednak człowiek oderwany od innych, od choćby jednego, jedynego człowieka, ukochanego, niekoniecznie nawet poślubionego (10), jest tym samym oderwanym od samego Boga. Nawet jeśli wierzy (wydaje mu się), że nawiązał z nim kontakt bezpośredni; iż jest w rzadkiej relacji człowiek – Bóg. Nie ma czegoś takiego – to śmierć za życia – droga donikąd. Asceza to pułapka. Taka forma „świętości” to po prostu głupota.

***

PRZYPISY (w tym rozwinięcia i komentarze)

(1) Chcąc nie chcąc, żyjąc tu i teraz, startujemy z kręgu wierzeń judeochrześcijańskich.

(2) Także w Zaratusztrianiźmie – zwanym „pierwszą religią monoteistyczną” – jest to wyraźnie podkreślane.

(3) O samotności Boga nic nie wiemy. Zresztą o Boskich rozrywkach – poza tworzeniem – też nie. Nie wiadomo nawet, czy panuje. Nic o tym nie jest napisane w najstarszych przekazach (żydowskich), późniejsze (nad)interpretacje, to tylko dywagacje ludzi o określonych poglądach, wywodzących się z pewnych grup, mające jakieś cele. Natomiast w innych religiach wiemy, że Najwyższy – „dobry” – od początku walczy ze „złem”, traktując „dobrych” ludzi również jako swoją armię (dobro-wolną rzecz jasna).

(4) Nie jestem ateistą, ale zachowuję daleko idącą, mniemam, że mimo wszystko zdrową, ostrożność w stosunku do „przekazów” – powstałych dawno temu, na poziomie ówczesnych ludzi, później modyfikowanych, kastrowanych, poszerzanych, wzbogacanych dowolnie na potrzeby skądinąd polityczne (władza).

(5) Być może błędnego, źle przetłumaczonego itd.

(6) W trakcie pisania, skacząc po akapitach, zapomniałem w końcu jak miałem tu skomentować własne wypociny, ale zapraszam ponownie za jakiś czas, będę tradycyjnie rozwijał temat – i sam wpis oczywiście.

(7) Z tej perspektywy śmieszna się objawia dzisiejsza moda na walkę z „faszyzmem” i „antysemityzmem”, urojonymi wrogami jedynej słusznej nacji… Skoro ma nie być żadnej nacji, to niech żadnej nie będzie.

(8) Kult boga Thota (przedstawianego jako ibis, pawian), emanacji księżyca, mądrości, wiedzy tajemnej, pana zaświatów, wynalazcy między innymi pisma, muzyki, rachunków (matematyki). Co ważne niektóre przekazy mówią, że to on miał być stwórcą bogów i ludzi (!). Jest też sędzią w zaświatach. Kult ten przeniósł się potem do starożytnej Grecji – między innymi z osobą Pitagorasa.

(9) „Umowa społeczna”, 1762. Wcześniej tematyką zajmował się Platon, Hobbes, Locke.

(10) Pamiętajmy, że nawet we współczesnym katolickim prawie kanonicznym to małżonkowie właśnie są szafarzami sakramentu. W protestantyzmie małżeństwo jest święte, ale nie jest sakramentem. Zakochani i planujący (wieczną) przyszłość ze sobą ludzie przysięgają sami sobie – a świadkiem jest Bóg i jego reprezentant na ziemi – a obecność tego ostatniego, podchodząc logicznie, wcale nie jest konieczna.

***

PODZIĘKOWANIA (za inspirację i w ogóle ciekawie spędzony czas, rozwój):

https://wojciechdydymusdydymski.wordpress.com

https://zaratusztrianiepolscy.home.blog/

http://www.biblia.deon.pl/

https://opoka.org.pl/

Reklamy

2 uwagi do wpisu “Samotność

  1. Ciekawy tekst, brzytwa… (4) Nie jestem ateistą, ale zachowuję daleko idącą, mniemam, że mimo wszystko zdrową, ostrożność w stosunku do „przekazów” – powstałych dawno temu, na poziomie ówczesnych ludzi, później modyfikowanych, kastrowanych, poszerzanych, wzbogacanych dowolnie na potrzeby skądinąd polityczne (władza).

    To intensywnie usiłujemy właśnie tłumaczyć, że nawet osoba religijna musi zachować zdrową ostrożność wobec tekstów narosłych przez wieki, w końcu pisali je ludzie i krytyczna naukowa analiza tekstów Zaratusztry pozwala zmniejszyć problem projekcji własnych widzimisię na objawienie. Nie mówiąc już o tekstach teologicznych i interpretacjach napisanych poza objawieniem. Szczególnie wpływ władzy na religię jest paskudny, widać to po tekstach z okresy Sasanidzkiego. Ja bym to żartobliwie nazwał koniecznością permanentnego protestantyzmu religijnego. Pozdrawiam JK

    Polubienie

  2. Dziękuję Jacku 🙂 Z moimi poglądami poszedłbym według św. Tomasza prosto do piekła, ale mam nadzieję (razem z wiarą i miłością), że Bóg, jeden o wielu imionach, ma między innymi również poczucie humoru.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s