Po(d)stęp

Pragnienia.

Od kiedy człowiek musi (albo i chce, jak sobie też sam wmawia) blokować i tłumić swoje pragnienia? Czy jest tak odkąd przebywa w większych grupach? Być może, ale sam fakt funkcjonowania w kolektywie nie wyklucza, iż wszyscy członkowie mają podobne upodobania i są razem właśnie z tej przyczyny. Chcącemu nie dzieje się krzywda – to jedna z podstaw „starej” etyki, która oznacza, że jeśli coś nie było narzucone siłą i nie szło w parze z jakąś dekonstrukcją, to moralnie było dobre. Pojawia się zaraz pytanie, co tak naprawdę jest dobre, a co złe i czy brak wiedzy o tym, zdolność świadomego rozróżnienia, jest sam w sobie zły? Nie, bo nie da się wiedzieć wszystkiego. Czy posiadanie wiedzy i jej zatajanie, skrywanie jakiejś prawdy, jest złe? Być może, ale czy ta prawda na pewno jest prawdziwa, czy reprezentuje jakiś system służący wypełnianiu interesów grupy wewnętrznej, elity, prawdziwej przyczyny całego zamieszania? Czasem lepiej nie wiedzieć. Adam i Ewa zostali wygnani z raju nie dlatego, że zjedli owoc z drzewa życia, co dopiero mogło przewrócić ich los i boski plan do góry nogami. Kara była za sięgnięcie po owoc z innego drzewa, wiadomości złego i dobrego. Dziwne to, prawda? To znaczy – wiadomo, że to metafora, w której chodzi o to, że przez swój czyn – raczej nieświadomie – postawili się na równi z Bogiem. Siłą weszli do pewnej elity. Po czym musieli wziąć za siebie – i nie tylko za siebie – odpowiedzialność; zmierzyć się z okrutną codziennością.

Komfort.

Nie ma jak spokojne, proste życie w błogiej niewiedzy. W pewnym sensie w ten sposób żyje większość stworzeń na naszej planecie. Nie myślą o przyszłości, nie rozpamiętują przeszłości, choć wydarzenia z niej zapisują się gdzieś w mózgowych zwojach jako schematy przetrwania – to na pewno my, ludzie, mamy wspólne ze zwierzętami. Jednak one dążą do zachowania gatunku – przynajmniej tak się wydaje nam, istotom wyższym. Bo my dążymy do czegoś więcej. Do poznania. Do ekspansji. Raz wygnani z raju musimy wciąż iść do przodu, szukać, odkrywać. Doznawać. Bo to nas kręci tak naprawdę. Bywa destrukcyjne, co wydaje się dziwne, jeśli postrzegać człowieka z perspektywy innych istot żywych – te ostatnie raczej nie ryzykują „bez potrzeby”. Ale człowiek ma jeszcze inną potrzebę, która determinuje wszystkie inne. Zaistnienia. To zupełnie nowa droga „rozwoju”, niespotykana dotąd metoda przystosowania – nie siebie do świata, ale świata do siebie. Przyjemność – tak, ta nasza ulubiona rzecz w życiu – to tylko fizjologiczna nagroda za „wyjście poza”. Dlatego nie może być stała, czerpana z jednej i tej samej czynności, relacji. Musi mieć  jakiś element nowości. Jednak nie dla wszystkich ludzi – są wyjątki – ale tylko potwierdzające tę regułę.

Ewolucja.

Ziemia ma długą historię liczoną w miliardach lat, a pierwsze formy uznane za żywe pojawiły się na niej prawie od razu po kilku wczesnych burzliwych epokach. W historii naszej planety były też oczywiście wielkie katastrofy. W każdym razie kilka milionów lat temu człekokształtne zeszły z drzew na ziemię i ta teoria jest poparta między innymi wykopaliskami, a winne całej sytuacji wydają się być zmiany klimatyczne – czyli w zasadzie to też jakieś katastrofy, tylko w mniejszej skali, najprawdopodobniej wywoływane przez duże i gwałtowne wydarzenia „geofizyczne” w przeciwieństwie do tych wspomnianych wcześniej, generowanych przez czynniki zewnętrzne, jak ciała niebieskie różnego kalibru. A może też przez inteligentną, czy może nawet „boską” geoinżynierię, jak niektórzy podejrzewają? Wszelkie dotychczas odkryte przez nas, ludzi, organizmy radziły sobie świetnie bez inteligencji w obecnym naszym rozumieniu – czyli bez samoświadomości, komunikacji, przekazywania wiedzy – rozwoju rozumu. Niektóre stworzenia już dawno temu osiągnęły teoretyczny szczyt ewolucji – na przykład rekiny żarłacze, których kod genetyczny „zatrzymał” się mniej więcej w epoce pojawienia się człowieka. Fakt, że środowisko wodne od tamtej pory prawie się nie zmieniło, bo i nie było tak narażone na działanie żywiołów, jak otwarte połacie lądów.

Inteligencja.

Czytanie, pisanie, liczenie. Przydatne? Może nie w dziczy, ale czasem i tu będzie trzeba się porozumieć tekstowo ewentualnie coś zsumować albo podzielić. Natomiast do czego i dlaczego, kiedy i jak wykorzystana będzie informacja, na przykład, gdzie jest jezioro Bajkał i jaką ma maksymalną głębokość? Albo jaka bitwa była w którym roku i kto ją wygrał? Czy też w jaki sposób rozmnażają się pantofelki? Wreszcie – ile elektronów zawiera atom miedzi? Jaki użytek da się z tego zrobić, załóżmy, po jakiejś apokalipsie? Chyba tylko w trakcie rozmów towarzyskich, jeśli będzie jeszcze z kim i gdzie. Zresztą tak samo teraz jak i wcześniej miało to wszystko podobny cel – chodziło o zdobycie przewagi, zaistnienie, przekonanie do własnej wartości, nawet w formie zabawy, relaksu. Dobrze. Wiem, takie mamy czasy (mniej więcej od 400 lat). Liczy się rozwój, postęp, technika. Dziś wymagana jest coraz większa sprawność umysłowa – a może o niej świadczyć przecież poziom wiedzy ogólnej mierzony za pomocą chociażby współczynnika IQ. Ponoć ludzie inteligentni się nie nudzą, ale czy oznacza to, że nie tracą czasu na działania zastępcze?

Kobiety.

Statystycznie i teoretycznie zderzywszy ze sobą różne badania i obserwacje zarówno z dziedziny psychologii, jak i fizjologii wydawało by się, że głównym czynnikiem typu bio, pchającym ludzi do nieustających (do pewnego wieku) poszukiwań, jest testosteron. Ten hormon jest obecny zarówno u mężczyzn – w większym stężeniu – jak u kobiet. Jednak w pociągach, autobusach, ogólnie w podróży, a docelowo w większych skupiskach ludzkich, czyli miastach, na ulicach widać przewagę liczebną kobiet. Trudno powiedzieć jaka jest tego przyczyna. Może są bardziej elastyczne i otwarte na zmianę? To oczywiste, że chcą się pokazać, zaistnieć, pragną być zauważonymi i docenionymi, wygrać los. Pozornie bardziej gnane emocjami, z głębi jednak powodowane sprytem i wyrachowaniem. Czy mogą, czy potrafią, czy chcą prawdziwie kochać? Zachęcam do zapoznania się z pracami Karola Gustawa Junga na temat animy i animusa, choćby w ramach zmierzenia się z jednym ze współczesnych potworów – nazywanym Gender.

Postęp?

A co sam Freud sądził o cywilizacyjnym „po(d)stępie”?  Jak wiadomo pisał dużo o sublimacji, kompensacji, skąd się to wszystko wzięło i czym nam grozi, więc dokładnie o tym, co lubimy tu roztrząsać. Nieźle przy tym skomplikował swoje wywody, czyniąc to, co jego szlachetni poprzednicy, wprowadzając nowe pojęcia i niespodziewane abstrakcje, z którymi sam później polemizował i otwierał drogę do badań swoim następcom – to jest chyba jego największa zasługa. Tym niemniej w późnym, stosunkowo skromnym dziele „Kultura jako źródło cierpień” twórca psychoanalizy zdecydował się podzielić się z czytelnikiem bardzo osobistą refleksją, prostym i jednocześnie jaskrawym przykładem na dwuznaczność badanej przez siebie kondycji człowieka i jego otoczenia. Najpierw pozornie chwali zaawansowaną technikę współczesnych sobie czasów, na przykład telefon: że może w każdej chwili z Wiednia skontaktować się ze swoją córką, która przebywa za oceanem. Jednak konstatuje – gdyby nie wszystkie te wynalazki – statki, pociągi i tak dalej – wcale nie musiałby do swojej córki dzwonić – byłaby na miejscu, przy nim.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s