Nie-wolnictwo

Niewola antytezą woli.

Wolność jako zasada kierowania się wolą własną narzucaną z wewnątrz a kształtowaną na podstawie relacji ograniczonych jedynie szacunkiem do drugiego człowieka. Pod warunkiem, że sam jesteś Człowiekiem, a nie jakimś psychicznym mutantem w sensie fizjologii mózgu (co w pewnym zakresie też się da naprawić – jeśli będziesz chciał, jednak to proces długi i uciążliwy).

Spisek elit?

Problem w tym, że tak naprawdę nie ma żadnych grup celowego wyzysku. Nie ma żadnego spisku! To tylko potwory stworzone przez ludzkość jako reakcja na lęk przed czymś nieuświadomionym. Owszem, są jakieś grupy ludzi – całe społeczeństwa, narody, wspólnoty – kurczowo trzymające się systemów bazujących na sposobach działania – schematach – stworzonych bardzo dawno temu w celu stawieniu czoła jakiemuś zagrożeniu. Problem w tym, że owo prastare zagrożenie mogło być wyimaginowane, wyolbrzymione, wynikało z nadinterpretacji, czy wręcz uproszczenia jakiegoś obserwowanego zjawiska naturalnego. Z jednostkowej nieświadomości przeszło do tej zbiorowej, gdzie zaczęło żyć swoim życiem zasilanie kolektywną energią niezidentyfikowanego lęku, który okazuje się tylko strachem przed zmianą.

Odrębność na siłę.

Nie ma to, jak się wyróżnić. Z jednej strony istnieje konieczność radzenia sobie z zagrożeniami, które mogą się przyczynić do zmniejszenia populacji, z drugiej strony należy działać prewencyjnie i na wszelki wypadek prowadzić ekspansję gwarantującą utrzymanie przewagi, pewnego poziomu bezpieczeństwa ewolucyjnego, sukcesu reprodukcyjnego.

Na krawędzi.

Od najmłodszych lat żyjemy w atmosferze konfliktu. Abstrahując od tego, że jedno z rodziców może być przyzwalające, a drugie negujące, że z obu stron mamy sprzeczne komunikaty, których to my jesteśmy częścią wspólną, choć jej wybór jest trudny; dziecko nie ma na tyle rozległej wiedzy, żeby móc bez przeszkód asymilować wiedzę „dobrą dla siebie”, dlatego tak ważny jest, oprócz rodzicielskiej bezgranicznej miłości i akceptacji, kontakt z nie tylko z rówieśnikami, ale też z innymi dorosłymi, konfrontacja ze światem, w im szerszym zakresie, tym lepiej. To podstawa, na której zbudujemy nasz własny system – ale czy będzie on pasował do tego, który chce narzucić nam jakaś wyższa nad nami władza (chociażby rodzina)? Jedyną opcją w pewnych sytuacjach jest robienie dobrej miny do złej gry, to znaczy przytakiwać, a wiedzieć swoje. Obserwować i dalej budować własny system. Czy mieć przy tym misję, żeby obalić stary? Tak, ale bez gwałtownych ruchów. Cierpliwość i konsekwencja – ta druga rozumiana dwojako: niezachwiany cel ale i odpowiedzialność – to klucz do funkcjonowania w świecie, który sam nie wie, dokąd zmierza.

Marsz przez instytucje…

Parafrazując myślicieli z kręgu szkoły frankfurckiej. Każdy ma do odbycia taką DŁUGĄ drogę – być może mając w pewnym momencie (uświadamiając go sobie po niewczasie) za cel zniszczenie dotychczasowego systemu. Rodzice, szkoła, praca, miasto, państwo – poruszamy się w coraz szerszych kręgach jako w pewnym sensie niewolnicy systemu. Idąc przez życie pełnimy – chcąc nie chcąc – jakąś rolę, zawsze jesteśmy częścią całości, czy to się nam podoba czy nie – bo świat wpływa na nas w równym stopniu, jak my wpływamy na świat. Niezależnie, czy wychowanie kładzie nacisk na dostosowanie nas do systemu, czy też do wyjścia poza ten system – celem zawsze jest postęp, ewolucja. Przystosowanie. A może to odwrotność postępu? Wiem wiem, każdy chciałby zrobić wszystko po swojemu, ale przecież modeli działania (człowieczeństwa) nie ma aż tak dużo, różnią się tylko w mało istotnych szczegółach będących dalekimi echami zasad, które przyświecają ludzkości od czasów kiedy zeszła z drzew.

Zmarnowany potencjał.

Mimo obecności w świecie i stałej wzajemnej inspiracji część ludzi boryka się z poczuciem zmarnowanego potencjału (czy wręcz zmarnowanego życia). I słusznie. Ale nie powinno być to czynnikiem destrukcyjnym, wręcz przeciwnie, motywującym. Każda niewola jest jakąś nauką i po usunięciu jej czynnika sprawczego trzeba wyjść poza, rozwinąć skrzydła, wyzwolić się z okowów narzuconych przez samego siebie celem sprostania wcześniejszym, narzuconym z zewnątrz zadaniom. Byłeś gąsienicą w kokonie, ale przecież nie znaczy to, że dalsze swoje życie jako motyl spędzisz gdzieś pod liściem w stanie letargu. Masz mało czasu – lataj, zapładniaj, znaczy inspiruj, fascynuj, podziel się swoim pięknem. Zobacz – kiedyś ludzie żyli krócej, realizowali się szybciej, mało rzeczy ich ograniczało – na przykład w fazie „dzikiej” poprzedzającej cywilizację. Czy tylko postęp nauki, głównie higieny i medycyny, wydłużył nam życie, czy może samo oczekiwanie na wolność, na wyzwolenie się ze stanu poczwarki? Czy to rodzaj naturalnej medytacji – śmierć za życia? Obudzisz się wreszcie?

Zrozumieć i wytrwać.

To twoje zadanie. Możesz wejść w system, uczestniczyć w rytuałach, bawić się w społeczeństwo, ale musisz mieć świadomość, że to tylko „szkoła życia”, nie jego cel. Czasem będziesz musiał zacisnąć zęby, czasem powstrzymać śmiech. Nie dlatego, jak głoszą zasady poprawności politycznej, żeby kogoś nie skrzywdzić, ha, dobre sobie… Dlatego, że sam narazisz się na niebezpieczeństwo, zostaniesz czarną owcą, ty, który mówisz prawdę, i to na głos – że cesarz jest nagi.

Rozpaczliwa walka.

Biedni rodzice, tylu zagrożeniom czyhającym na ich dzieci muszą stawić czoła! Nowoczesna technologia wypala mózg nowym pokoleniom, co z nich wyrośnie? To zmartwienie o los potomnych, oskarżenia o zgubne tendencje czerpane z otoczenia, jest obecne w formie pisanej od czasów Platona, w formie lękowej zapewne od zarania dziejów, a wiąże się z poczuciem utraty kontroli. Przecież rodzice wychowują dziecko głównie dla siebie, licząc, że na starość będą mieli podobne wsparcie jakim otaczali swoją latorośl za młodu. Po drugie, co jest celem dość przyziemnym i krótkoterminowym, nie chcą mieć kłopotów. Pragną spokoju – a więc – poddają się wygodnictwu. Kolejny dowód na to, że myślą tylko o sobie. Nie myślą natomiast o tym, że próbując narzucać przestarzałe – siłą rzeczy – schematy nie dość, że hamują postęp (cokolwiek on znaczy), to na zasadzie wrodzonego człowiekowi mechanizmu przekory powodują reakcję przeciwną do zamierzonej, a więc w skrajnych przypadkach całkowite odrzucenie!

Wyzwolenie.

Wielu było takich, co chcieli siłą wyzwalać biednych uciśnionych, wyglądających na takich przynajmniej – z pewnej perspektywy. Czy chcieli oni dobrze? Trudno powiedzieć, bo prawdziwe motywy – świadome czy nieświadome – są zawsze ukryte. Chociażby dlatego, żeby zmylić wroga. Poznanie prawdziwych celów równa się przegranej, prosta sprawa. Antykultura też chce niby-wolności dla wszystkich. Zamiast nie-woli niby-wola. Róbta co chceta, ale nie chcijta tego, co było. Z drugiej strony – czy na pewno wieta, czego chceta? Nie? To my wam powiemy. Czyli jest to jakiś rodzaj manipulacji, zdobycia władzy. I tyle.

Można inaczej.

A wystarczy tylko inspiracja – najdrobniejsza. Nie, że dostarczenie całej gotowej recepty, jak żyć. Całego schematu zachowań, którego trzeba się uczyć pół życia. Aż dziw bierze, że w naszych czasach, udających tak nowoczesne, światłe, postępowe, funkcjonują nadal te skostniałe ramy, w które jesteśmy wtłaczani. Jesteśmy też zalewani jakąś pseudo-wiedzą we wręcz koszmarnej ilości, zupełnie niepraktyczną poza naszym sztucznym światem; szkoła, media, inne instytucje, w tym te niby-religijne. Nie ma odważnych, żeby zrobić inaczej, albo – tylko nie mów nikomu – nikt nie ma interesu, żeby było inaczej. INTERESU. Dlatego każdy aspirujący do roli inspiratora powinien swoim zachowaniem dawać tylko małe światełko w tunelu, iskierkę nadziei, pokazywać swoją niezachwianą postawą, że można inaczej, zostawiać miejsce na krytykę, na zwątpienie, na refleksję, a przede wszystkim na dialog. Każdy mistrz może też wiele nauczyć się od swojego ucznia.

9 uwag do wpisu “Nie-wolnictwo

  1. Bardzo dobrze i ciekawie napisane, Jak pan rozumie własny system?
    „Obserwować i dalej budować własny system. Czy mieć przy tym misję, żeby obalić stary? Tak, ale bez gwałtownych ruchów. Cierpliwość i konsekwencja – ta druga rozumiana dwojako: niezachwiany cel ale i odpowiedzialność – to klucz do funkcjonowania w świecie, który sam nie wie, dokąd zmierza.” Co by było gdyby każdy człowiek miał własny system i jak byłby budowany?

    Polubienie

  2. System przekonań – każdy powinien mieć swój, to znaczy nie tyle zupełnie inny (też na siłę), ale zbudowany przez siebie na podstawie krytycznej obserwacji i uczestnictwa, a nie wzięty z góry i „uprawiany”, bo tak robią wszyscy. Wtedy ludzie przekonają się, że tych systemów nie będzie wiele, ja nawet uważam, że jeden, bardzo pierwotny, naturalny…

    Polubienie

      1. To złota zasada, czy też srebrna, zależy od której strony patrzyć. Nie rób drugiemu, co tobie nie miłe, albo rób tak, jak byś chciał, żeby tobie robiono. Cały dekalog jest w zasadzie niepotrzebny, wystarczy Jezusowe „kochaj bliźniego swego jak siebie samego”.

        Polubienie

      2. Ha! ot i problem. Cuż zatem jeśli lubię seks, na łonie natury a moja partnerka dostaje gęsiej skórki na samą myś o tym, a więc nie chce by jej robiono to co ja chciałbym, żeby mi robiono? Miłe mi jest picie alkoholu, więc namawiam innych do wypicia kielicha. Miłe mi jest słuchanie głośnej muzyki więc puszczam ulubiony utwór na full, bo zakładam, że skoro jest mi to miłe, to będzie miłe i dla innych, robię im to. (Przykładów łatwo dodać więcej).

        A i w drugą stronę możemy mieć kłopot: Nie lubię żeby mi ktoś pomagał jak zmieniam koło w samochodzie, jeśli więc widzę, że moja dziewczyna zmienia koło i nic nie mówi to jej nie pomagam, bo jest mi to niemiłe. Czy taka postawa przypadkiem nie stanowi dobrego usprawiedliwienia dla braku empatii?

        I dalej: nie lubię herbaty, więc nie podaję gościom herbaty, niemiłe są mi jabłka więc nie dam nikomu jabłka, niemiły jest dla mnie kolor niebieski, więc nie kupię bratu w prezencie, niebieskiej koszuli, niemiłe jest mi pożyczanie pieniędzy więc nie pożyczę nikomu, czy to kryterium nie stanie się usprawiedliwieniem dla egoizmu?

        Niemiłe jest także wiele czynności wykonywanych przez lekarzy, więc wedle tej zasady lekarze nie powinni wykonywać niemiłych zabiegów, nawet jeśli to jest niezbędne.

        Zasada generalnie sprawdza się w prostych sytuacjach, no bo przykładowo, nikt nie lubi jak go ktoś okrada, ale zarazem dość powszechnie spotykamy się sytuacją, że coś robimy dla, lub drugiemu człowiekowi i słyszymy: nie znoszę tego! No i jakże jesteśmy częstokroć zdumieni tą reakcją bo dla nas było by to miłe. Jeszcze trudniejsza sytuacja jest z dziećmi, którym wielokrotnie trzeba zakazać miłej dla nich czynności: Jasiu nie wal łopatką Zosi po głowie. Dla Jasia to niemiłe bo tak fajnie się grzmociło. Hmm, czy widząc samobójcę jak chce skoczyć z mostu, zatrzymasz go, czy też uznasz, że to dla niego miłe (bo tego chce) i pójdziesz dalej, tym bardziej że uważasz, że gdybyś był na jego miejscu interwencja była by dla Ciebie niemiła?

        Immanuel Kant skrytykował złotą zasadę, że nie jest wrażliwy na różnice sytuacji, zauważając, że więzień należycie skazany za przestępstwo może odwołać się do złotej zasady, prosząc sędziego o zwolnienie go, wskazując, że sędzia nie chciałby, aby ktokolwiek inny wysłał go do więzienia.

        Według filozofa Laina Kinga , ponieważ „niektórzy fanatycy nie mają niechęci do śmierci: Złota Reguła może zainspirować ich do zabicia innych. Poniekąd tę zasadę stosowali inkwizytorzy, twierdząc, że robią dobrze paląc na stosie bo ratują w ten sposób duszę skazańca ze szponów szatana, a więc robią mu dobrze!

        Filozofowie, tacy jak Emanuel Kant i Nietzsche, są do przeciwni regule z różnych powodów. Najpoważniejszym z nich jest jego zastosowanie. Skąd wiadomo, jak inni chcą być traktowani? Oczywistym sposobem jest ich zapytać, ale nie można tego zrobić, jeśli przyjmiemy, że nie osiągnęli konkretnego i odpowiedniego zrozumienia.

        George Bernar Shaw, sugeruje, że jeśli twoje wartości nie są dzielone z innymi, sposób, w jaki chcesz być traktowany, nie będzie taki, jak chcą być traktowani. Stąd, złota zasada „czyń innym” jest „niebezpieczna w niewłaściwych rękach”

        Nie jestem przeciwnikiem „Złotej zasady”, ale wydaje się ona być niewystarczająca, mimo iż jest ona podstawą dla dalszych rozważań etycznych. To niezwykle istotny temat i zarazem dylemat w rozważaniach zaratusztrian.

        Kanta proponuje inne rozwiązanie (Imperatyw kategoryczny) „Postępuj tylko wedle takiej maksymy, dzięki której możesz zarazem chcieć, żeby stała się powszechnym prawem”. Wystarczy tylko dokonać pewnego eksperymentu myślowego i postawić się w pozycji adresata swojego działania. Jeśli nie chcesz, by ktoś cię krzywdził, musisz odrzucić zasady twojego postępowania, które pozwalają na krzywdzenie innych.

        Co sądzisz?

        Polubienie

      3. Jako, że jestem za maksymalnym upraszczaniem relacji staram się nie wchodzić w takie szczegóły, które świadczą o rozproszeniu, działaniach zastępczych, przyzwyczajeniach (których według Rousseau należy się wyzbyć). Wiem, że moja wolność kończy się tam, gdzie zaczyna wolność drugiego człowieka. Dla moich potrzeb wystarczy mi ta zasada. A jeśli człowieki się prawdziwie kochają, to łatwo im porzucić wszelkie przyzwyczajenia.

        Polubione przez 1 osoba

      4. Zresztą – Konfucjusz określił to jednym słowem (jak głosi legenda) – wzajemność – w nim się zawiera i miłość, i empatia, i szacunek, i tolerancja, słowem – człowieczeństwo. Dobro 😉

        Polubienie

      5. Podkreślam, jeszcze raz, że złota reguła jest dla mnie oczywista. Problem raczej w tym, że jak napisała wulgarnie acz celnie Jojo Moyes: „(…) całe to „nie czyń drugiemu, co tobie niemiłe”. No więc to się sprawdza tylko pod warunkiem, że wszyscy inni też tak robią. A nikt tak nie robi. Świat zasadniczo składa się z ludzi, którzy mają innych w dupie. Są gotowi cię rozdeptać, jeżeli w ten sposób dopną swego. Choćby nawet mieli stratować własne dzieci.” No i faktycznie od trzech co najmniej tysięcy lat, wszelakie religie i filozofie,ezoteryki, ateistyczne koncepty i inne promują tę regułę etyczną. I co? Jakoś, nie widać znaczącego postępu. Może problem w tym że to zakaz? Podobno mózg ludzki na hasło Nie pij, Nie pal!,Nie rób, nie czyń itp, reaguje usunięciem zaprzeczenia, albo jego marginalizacją. Dlatego w reklamie słowo nie jest zakazane. Potwierdza to też psychologia. Nie wiem, gdybam.

        Może błąd tkwi właśnie, w tym systemie nakazów i zakazów. Nie rusz, nie wolno! bo co? Bo chcę! Zamiast jak postąpić? Jak to zrobić? Mamy regułki: jak nie postąpić, jak nie robić? Bez zastanowienia, nie i już! To promowanie bezmyślności, niewolnictwa moralnego. Coś jest na rzeczy w twoim koncepcie kiedy pisałeś o Nie-wolnictwie. Ale w skuteczność złotej reguły przestałem wierzyć

        Polubienie

  3. Tak, błąd tkwi w systemie zakazów, a wszystko przez potrzebę władzy w niektórych ludziach, która to znów się bierze z chęci zdobycia przewagi celem wygrania w wyścigu lepszych genów. Ale nie tylko, bo głównie wzięło się to ze strachu przed nieznanym – siłami przyrody, potem wiarą, że stoi za nimi jakaś wyższa siła sprawcza, która od postępowania człowieka uzależnia dalsze jego gnębienie lub sprzyjanie mu. Oczywiście siła sprawcza jest, ale nie na tym prostym poziomie rozumienia pierwotnych ludzi. Znakiem tego i nauka, poznanie jest potrzebne, żeby zmienić poziom. Albo dobry system religijny – objawiony, nie stworzony przez człowieka. Dlatego też ważne jest, żeby człowiek do owego objawienia nie dokładał za dużo od siebie. I to jest powód dlaczego, choć jestem katolikiem, szanuję zaratusztianizm.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s