Obowiązki

Najpierw obowiązki, potem przyjemności?

Kto to wymyślił i w jakim celu? Cały ten podział. Że niby coś „trzeba”, a resztę „można”? Obowiązki wobec siebie, wobec innych, zgromadzonych w coraz większe grupy – wobec rodziny, wspólnoty, państwa, świata, Boga. A przecież  tak zwany „obowiązek” może być też przyjemnością. Co z tego, że bywa to spłata jakiegoś kredytu zaufania. Element podtrzymania związku, czy tradycji. Owoc szeroko pojętej współpracy? Jest w nim dobro, dopóki istnieje pamięć o jego funkcji. Nawet, jeśli stał się schematem, powinien mieć jasno określony cel i drogę jego realizacji – rzecz jasna najprostszą.

Rzeczy podstawowe.

Czyli takie, których nikt za ciebie nie zrobi. Te rzeczywiście nazwałbym obowiązkami – wobec samego siebie. Przywołując raz jeszcze model Maslowa – hierarchię potrzeb – i budując na jej podstawie piramidę obowiązków jestem zdania, że nie da się wypełniać tych „wyższych” bez spełnienia podstawowych, jednostkowych. Jednak niektórzy – może to ci, których Nietzsche nazywał ascetami – nic sobie nie robią z własnych potrzeb, tylko poświęcają się dla ogółu, idei. Jednak czy jest to na pewno zdrowe? Czy to prawdziwe? Czy nie jest to pójście na łatwiznę, wyszukanie celów zastępczych?

Prawda jest okrutna?

A może wszystko, co robisz, robisz tylko dla siebie? W dalszej lub bliższej perspektywie? No bo zmieniając świat na lepsze dla wszystkich, zmieniasz go też dla siebie, przecież też jesteś w tej grupie. To świetnie, że jesteś dobry i czynisz dobro, jednak ono wraca także do ciebie. Tego chciałeś, tak o tym myślałeś? Na pewno nie? Nie było to zamierzone działanie? Spokojnie. I tak i nie. Sprawa jest prosta. Okazuje się, że tak jest skonstruowany świat, na zasadzie sprzężenia wzmacniającego. Oczywiście są siły działające w drugą stronę, bo być muszą. Równowaga.

Wzajemność.

Dostajesz mniej więcej tyle, ile dajesz. Ale tego, co przypadkiem masz nadmiar nie gromadź, oddaj jak najszybciej, wtedy zobaczysz ile nowych możliwości otworzy się przed tobą. Bo – jak mawia zresztą sam Jordan B. Peterson – nie jest ważny wynik gry, tylko jak się gra. Nie ilość, tylko jakość. Ideałem jest, żeby obie strony były zadowolone. Oczywiście warunkiem podstawowym jest też, żeby owe strony chciały tego samego, to jest znały zasady gry i zgadzały się na nie, bez ograniczania się narzucanego przez jakieś zewnętrzne siły. Każda gra ma jakąś planszę i na niej wszystko zostaje.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s