Ciężka praca

Excel story.

To nie jest żart, to nie wymyślona historyjka: słyszałem od znajomej, że nowo zatrudniona u niej w biurze kobieta, która między innymi miała zrobić w tej małej firmie porządek z danymi klientów, przepisywała wszystko z wyświetlonej na ekranie komputera aplikacji długopisem do zeszytu, a potem wpisywała z powrotem ręcznie na klawiaturze do innego arkusza w Excelu. Można i tak. Ona pewnie robiła przez kilka dni to, co inny pracownik z większą wiedzą zrobiłby kilkoma kliknięciami myszki. Tyle czasu stracone. Pensja zapłacona. Niech będzie to punkt wyjścia do głębszej refleksji na temat celów ludzkości i poszczególnych osób.

Po co ludzie pracują?

Mniej więcej wiadomo. Żeby żyć. Żeby mieć na to życie. Choć niektórzy zdają się mieć odwrotnie – żyją żeby pracować. Ale wracając do normalności – w dzisiejszych czasach takie po prostu są realia. Nie każdy może mieć swoje poletko i obórkę, gdzie mógłby działać w ramach zaspokojenia potrzeb swoich i sobie najbliższych. To raz. Dwa, że chciałby mieć nie tylko tyle, by – jakoś (szczęśliwie) żyć, nie tylko środki (narzędzia) pracy i wypoczynku, ale także… rozrywki. To naturalne, że człowiek lubi się „bawić”, kwestia tylko, co kogo bawi i czy ta zabawa nie jest tak naprawdę czyimś kosztem?

Fantazja znów umiera.

Była kiedyś taka piosenka dla dzieci – „bo fantazja, bo fantazja, bo fantazja jest od tego…”. Ktoś pamięta, jak to dalej leciało? No właśnie. A może ktoś czytał „Niekończącą się historię” Michaela Endego, albo chociaż oglądał film? Tam jest o „pustce” – a te dzieła powstały jeszcze zanim „depresja” zaczęła być modna. Dzisiejszy człowiek już nie tylko nie zauważa przyczyny pustki, ale w ogóle jej samej – przeładowany bodźcami, obowiązkami, zbędnymi czynnościami – które sam sobie wymyśla, żeby jakoś „zabić czas”. Tak nie można. Czasu nie powinno się zabijać, tylko wykorzystywać.

Nuda.

Jednak jest taka (ponoć rosnąca) grupa ludzi, która – co by się nie działo i ile by się nie działo – cierpi nudę. Mają tyle możliwości, chociażby tych materialnych, na które ich nawet stać – właściwie można powiedzieć, iż już mają wszystko. Ale cierpią dalej. Nie wiem, czy szanowny czytelnik się ze mną zgodzi, ale to chyba też zależy od indywidualnej konstrukcji psychiki, a szczególnie od pierwotnego, jungowskiego podziału na ekstrawertyków i introwertyków. Ponadto badania dowodzą, że osoby z dominującą prawą półkulą mózgu (odpowiedzialną za wyobraźnię, intuicję – rzeczy pozazmysłowe) – w zasadzie nie nudzą się, no chyba, że bardzo tego chcą, mają taki akurat cel. Czy to znak, że ewolucja (mentalna) wciąż działa?

Tęsknota.

Zapomnieliśmy – chociażby z dzieciństwa – jak bardzo chcieliśmy być jak najbliżej matki, ojca, członków rodziny, w końcu – innych ludzi. Płakaliśmy nie dlatego, że byliśmy głodni czy spragnieni, ale z powodu tego, że pożądaliśmy bliskości, dotyku i ciepła, kojącego głosu drugiego człowieka. Podświadomie chcieliśmy być w ten sposób bliżej boga, który przecież stworzył nas na swój „wzór i podobieństwo” (z siebie). Dlatego że to my, ludzie, razem, we wspólnocie i pełni, tworzymy tego jedynego boga, dlatego – jakby siłą rzeczy (a raczej ducha) jest z nami od zawsze. Nazywamy go różnie, przyzywamy, poświęcamy się, aż w końcu zabijamy – sami siebie w nim i Jego w nas.

Sublimaty.

Jeśli człowiek nie chce (lub nie może) mieć tego pośredniego kontaktu z najwyższym, stracił go, to pozostaje mu styczność jeszcze bardziej namiastkowa, z obrazami jaźni innych ludzi, dziełami szeroko pojętej sztuki, wytworami innych dusz. Obrazami z obrazów. Cząstkami z cząstek. A więc znów pojawia się w nas rozproszenie, rozdrobnienie; wielki wybuch. Galaktyki oddalają się od siebie, my, ludzie, tak samo.

Celebryci.

Są też ludzie, którzy wymyślili sobie, że będą bogami. Robią to jednak w oderwaniu od wspólnoty. Rywalizują. Taki dokładnie był (i jest!) szatan. Zgubiła go pycha – i zazdrość. Bóg stworzył człowieka, człowiek stworzył celebrytę. To już nie są kopie kopii, to zwykłe podróby. Sztuczni bogowie. Mają oczywiście swoich fanów, których skupiają przy sobie – w ten sposób odrywają od innych, bliskich. Ich „sztuka” zamiast łączyć – dzieli – szczególnie, jeśli są „kontrowersyjni”…

Jak sobie pomóc?

Pisałem już o tym – trzeba się uwolnić od zbędnych działań. Znaleźć sobie cele – prawdziwe, nie zastępcze. Własne, nie narzucone przez innych. Wyruszyć w drogę. Kierować się sercem. Rozum jest zbyt obciążony codziennością, ale oczywiście i z tym można sobie poradzić.

No dobra, ale miało być o pracy.

Zamiast dalszego wywodu – póki co – seria pytań do odkliknięcia dla każdego, szczególnie dla tych, którzy się czują przepracowani:

  • na kogo pracujesz?
  • czy to, co robisz, jest dla ludzi?
  • czy ich integruje, czy rozprasza?
  • czy poprawia jakoś ich życia – rzeczywiście, czy pozornie?
  • czy w tym co robisz nie brakuje ci narzędzi?
  • czy dałoby się to zrobić szybciej, prościej, a może nic by się nikomu nie stało, gdyby nie zrobić tego wcale?

 

Jedna uwaga do wpisu “Ciężka praca

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s