Sztuka kochania

Będzie o seksie.

Albo odwrotnie. Będzie o tym, dlaczego nie ma sensu i powodu o nim mówić zbyt głośno. Sprawa wydaje się być prosta – po co w ogóle mówić o rzeczach oczywistych? Tym bardziej z jakiego powodu chcieć regulować sprawy oczywiste? Jaka jest historia tych rozważań? Długa i bezsensowna. Skąd się brała? To również oczywiste – z potrzeby zdobycia przewagi, władzy, dla wyzysku lub pieniędzy. Niektórzy ludzie po prostu nie chcą, żeby inni byli wolni. Nie jest to im na rękę. Nawet religie miały jakiś interes w tym, żeby ingerować w owe głębokie sfery, zresztą podobnie jak w inne, bardziej lub mniej fizjologiczne, tematy – ale to ich błędy i wypaczenia. Ich grzech pierworodny.

Ponad prokreacją.

Podobnie jak zwierzęta czujemy potrzebę – popęd – rozmnażania się. Jednak seks to dla nas, ludzi, także element podtrzymania więzi, spełnienia i dopełnienia w miłości. Leży gdzieś na granicy potrzeb typowo fizjologicznych i czysto duchowych – tak się nam wydaje, kiedy popatrzymy na płaski obrazek piramidy Maslowa. Ale jak to? Przecież bez seksu da się żyć, to jak może być czysto fizjologiczny? A kochać – można platonicznie, też bez seksu. Ale czy na pewno? Możemy tu też się spierać, czy tego trójkątnego modelu nie powinno się odnosić do ludzkości ogólnie, a nie tylko do jednostki. Wtedy się okaże, że rzeczywiście, ludzkość jako gatunek bez seksu nie przetrwa.

Duch, dusza, ciało.

Bardzo mi się podoba ten potrójny model człowieka dostrzeżony już dawno temu przez wtajemniczonych. Duch – jako boska cząstka kosmicznej jedności. Ciało – jako ziemska fizyczność potrzebna do wykonania pewnych konkretnych zadań. Dusza – jako astralny oryginał ciała materialnego, jednostkowa energetyczna świadomość, człowiek właściwy, mający swoje odbicie zarówno w materii, jak i w wieczności. Dusza sama w sobie – jak atom składający się na kryształ – jest jednocześnie i skupiona w Bogu, i partykularnie  samodzielna. Jest częścią całości, ale nie zmienia się jej stan w oddzieleniu od tej jedni, jak i w połączeniu z nią.

Trzy razy trzy.

Zanim o składnikach duszy – rozważmy szybko klasyczną wątpliwość – czy zwierzęta i rośliny mają duszę? W pewnym sensie tak, zbiorową, będącą również emanacją absolutu, stworzoną, a jakże, nie inaczej, niż głoszą mity – z nie z „niczego”, tylko z Niego. Poszczególne materialne organizmy nie mają własnej świadomości, nie mają czegoś takiego, jak wolna wola, nie mogą postępować „źle”. Ale właśnie dlatego są bliżej Boga, bardziej zintegrowane z nim i w nim. W pewnym sensie – są święte. Jak cierpią – cierpi On. Pozostała materia jest po prostu Bogiem – niejednokrotnie przetworzonym przez człowieka i uwięzionym w różnych formach (wytwory cywilizacji, kultury, techniki).

Składniki duszy.

Historycznie. Zostawmy Egipcjan i skomplikowane interpretacje związków bosko-ludzkich, w których na przestrzeni kilku tysięcy lat trochę się pogubili. Na szczęście u schyłku ich cywilizacji sam Pitagoras przyswoił ich najważniejsze prawdy, a zintegrowali i rozwinęli je Sokrates, Platon i Arystoteles – choć te koncepcje na pierwszy rzut oka wydają się różne. Następcy, w tym ojcowie kościoła i inni kontynuatorzy myśli klasycznej, jak na przykład Kartezjusz – zawsze wskazywali na trzy części duszy – wegetatywną, zmysłową i rozumną. Nawet w koncepcji Id-Ego-Superego Freuda pobrzmiewa to rozdzielenie. Za to u Junga jest już wyraźna ta transcendencja dzieląca psyche człowieka na nieświadomość, świadomość i jaźń.

Seks też jest transcendentny.

To znaczy – powinien być, gdyż wynika z dążenia do integracji ponadczasowych bytów w swoich ziemskich powłokach i w połączeniu z absolutem. Seks wiąże się ściśle z potrzebą wypełnienia jedynej nadrzędnej misji wprowadzania w ruch koła spełnienia na drodze rozwoju, której nośnikami jest miłość, poświęcenie, zrozumienie oraz wszelka wspólnota w radości, przyjemności i smutku. Dlatego traktowany „oddzielnie” pozostawia narastające uczucie pustki. Tej samej wszechobecnej pustki, którą pewne siły kreują w różnych aspektach życia, żeby łatwiej wszystkich kontrolować, skrywając ją pod kolorowym obrazkiem, który nawet nie jest piękny, tylko taki udaje. Skąd taka ostatnio moda na „pochwałę” singielstwa? Bo smutek można odczuwać tak samo samotnie, jak i wspólnie, ale prawdziwą radość – tylko wspólnie. Najlepiej w parach, bo tylko tak skumulowana energia wyzwala się z mocą rozprzestrzeniania i kreowania. A nie o to rządzącym tu, na Ziemi, chodzi.

Połączenia.

Można stąd wyprowadzić wniosek, że seks jako fizyczna strona miłości łączy ciało z duszą, natomiast miłość jako uczucie wyższe integruje duszę z absolutem. Mimo to miłość musi być pierwsza – tak jak najpierw istniała dusza, dopiero później ciało, które znów umrze, ale dusza zostanie – wciąż ta sama, tylko lepsza. Oczywiście dla spełnienia tych połączeń i wypełnienia misji potrzebna jest „druga połówka”. A jako, że ciało astralne jest spoiwem materii i ducha, to cel i skutek tego połączenia z ukochanym może być albo na poziomie materialnym, albo duchowym, przy czym ten pierwszy jest nietrwały i służy tylko tworzeniu kolejnych połówek i okazji złączenia, natomiast ten drugi jest wieczny i można powiedzieć, że ostateczny.

Przystosowanie, wychowanie.

Traktowanie seksu przedmiotowo – oto wynik materialistycznej rewolucji ostatnich dwustu lat. Także w sensie tendencji do sprowadzenia go z powrotem do najniższego poziomu piramidy potrzeb. Jednocześnie wprowadzenie go pod różnymi nazwami jako przedmiotu nauczania w szkołach. Co za sprzeczność. Ani potrzeb duszy nie trzeba nikogo uczyć, ani ciała. Jedyną zagadkę z seksem ma społeczeństwo, a właściwie pewne grupy nacisku, które nim sterują. Tu w zasadzie nie sam seks jest zagrożeniem, ale jego element prokreacyjny – dziecko. Chociaż ciężko pojąć dla kogo i dlaczego miałoby ono być przeszkodą. Przecież jednym z najbardziej dochodowych (legalnych) biznesów jest ten związany z wyposażaniem matek i dzieci.

Przestrzeń publiczna.

Upublicznianie intymności rozpoczęło się pod koniec XIX wieku, kiedy sztucznie rozdmuchana „obyczajowość” mająca zastąpić podważaną coraz bardziej i to u samych jej źródeł moralność chrześcijańską osiągnęła taki poziom, że zaczęła pękać, przeciekać jak tama na przepełnionym zbiorniku. Dziś natomiast próbuje się zahamować rozpędzoną śniegową kulę tego rozpasania, które miało swoje apogeum w czasach tak zwanej „rewolucji seksualnej” lat 60. XX wieku. Znów odkrywa się, że tajemnica, niedopowiedzenie, rzeczy ukryte dużo bardziej działają na ducha, niż całkowite odsłonięcie. Tak, bardziej podniecające są ciała spowite w zmysłowe szaty, niż nagusy. Fotograf to wie – oświetlenie kątowe, modelujące, jest o wiele ciekawsze, niż przednie, penetrujące i obnażające, spłaszczające.

Dzieci rozmawiają o seksie?

Czy ktoś nam mówi, jak mamy chodzić? Czy ktoś nas uczy jeść? Czy ktoś nas uczy płakać, złościć się, śmiać? No właśnie… Dajmy młodości szansę, której być może nie mieliśmy sami. Dajmy jej radość odkrywania tej pięknej i transcendentnej tajemnicy na własną rękę – albo i ręka w rękę – niezależnie od wieku i płci. Bo teraz najpierw sztucznie hamujemy odkrywanie własnej seksualności i popędliwości przez dzieci, żeby potem (jak tej  tamy) wszystko się nagle wylało im na głowę – a efekt może być różny – od odrzucenia do uzależnienia. A jak dzieci będą nawet rozmawiały – ukradkiem – o seksie, to niech bazują na własnych doświadczeniach – wrażeniach z odkrywania ciała, czy to swojego, czy koleżanki lub kolegi (oczywiście niewinnie i bez przymusu). Dlatego „publiczna”, dosłowna pornografia powinna być całkowicie zakazana – sprowadza ona człowieka do przedmiotu, maszyny znieczulającej przez zaspokojenie. Trzy poziomy i pięć zmysłów spłaszcza do obrazu.

Ciąża – dziecko – ojej…

A że z tych zabaw, z tego odkrywania, wspólnej radości – może urodzić się dziecko? No i jaki problem? Zagrożenie dla życia? Bez przesady, natura da sobie radę. Rodzice też sobie dadzą radę. Bo jeśli seks nie będzie traktowany przez młodzież jako sport (w sensie zawodów, rywalizacji), forma rekreacji czy ucieczka od codzienności, to znajdzie się miejsce na wyższe, trwałe uczucie. A (prawdziwa) miłość zawsze zwycięży! Wiem wiem, zrujnowana kariera… Litości. Jaka kariera? Co to jest w ogóle i po co komu ta kariera? Kto to Wam wmawia?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s