Uczeń czyni mistrza

Co czyni mistrza? Raczej – kto?

Znamy wszyscy powiedzenie „trening czyni mistrza”. Ale po co być mistrzem, skoro nie ma się ucznia? Mistrz ma ucznia – to wydaje się logiczne – jednak czy na pewno do końca rozumiemy tę relację? Szukałem w Internecie – wprawdzie tylko po polsku – znalazłem jakieś opracowania, typu szkolnego, a także jakieś peregrynacje historyczne, ale nic co by wyczerpało temat, który wydaje się być tak kosmicznie wielki, że już swoim ciężarem zdał się opaść gdzieś wgłąb mrocznych odmętów zbiorowej nieświadomości. Być może dlatego, że w tej masie wiedzy jest sporo nawrzucanych kamyków, nie mówiąc o monetach. Są też spore dziury, a łatki typu „pederastia” jakoś nie uszczelniają konstrukcji. W tym obszernym (i aktualizowanym) wpisie postaram się przebić horyzont zdarzeń – zobaczymy do jakiego nowego wszechświata mnie (nas) to doprowadzi.

Wielkie umysły.

To one są odpowiedzialne za wszystko. Swoją grawitacją przyciągają otwarte głowy, młode i chłonne. Archetyp ten towarzyszy ludzkości od zawsze. Początki jego sięgają czasów prehistorycznych, początków cywilizacji, okresu myśliwsko-zbierackiego. Ten naturalny kierunek przekazywania wiedzy był i jest fundamentem kultury. To znaczy na pewno był, a czy jest – cóż, gdzieniegdzie na szczęście się ostał, mimo usilnych prób umniejszania jego znaczenia przez grupy uzurpujące sobie rozległą władzę, które świadome jego siły i skuteczności wiedzą też o zagrożeniu, jaka czysta, pragmatyczna wiedza może nieść dla sztucznych systemów przymusu i… interesu. Jak nie wiadomo, o co chodzi… Dlatego mistrzowie i ich uczniowie, i vice versa, musieli niekiedy „przejść do podziemi” dając także początek różnym tajnym sektom i stowarzyszeniom, wśród których, jak wszędzie, do głosu dochodzi patologia.

Seks w sektach, pedofilia w kościele.

Ze wspomnianych wielkich umysłów część to rzeczywiście geniusze, ale również dobrze zamaskowani psychopaci, jak i po prostu zboczeńcy. Tacy, którzy – rzecz jasna – coś tam wiedzą, jakieś tajemnice poznali, ale największą z nich jest skrywana zwierzęca nieokiełznana natura, która drzemie gdzieś na granicy świadomości, na dnie rozumu, jak zdrada w ostatnim kręgu piekła. Problem ten dotyka głównie mężczyzn, istot tak naprawdę dalece bardziej seksualnych, popędowych od kobiet (i w odróżnieniu od nich – rzadko zmysłowych). Tak działa testosteron, który każe wciąż szukać, zapładniać, jednak jak pisał Platon w „Uczcie” – również rozumowo. To trzeba rozgraniczyć. Kolejne rozróżnienie, nie oddalając się zbytnio od płci – to ogromny dystans pomiędzy żądzą a miłością. Ci, którzy nie potrafią opanować tej żądzy, zrozumieć jej i pozytywnie wykorzystać,  to nieznający empatii, niemający szacunku dla drugiej osoby, perfidni i podstępni egoiści. Ale zacznijmy od podstaw.

Natura, biologia, fizjologia.

Naukowcy zajmujący się mózgiem wiedzą, że w pewnym momencie u każdego człowieka,  niezależnie od płci, następuje przejście od testosteronu do oksytocyny. Ten przełom u kobiety wywoływany jest ciążą i porodem, natomiast u mężczyzny być może występuje w określonym wieku – stąd tak zwany „kryzys wieku średniego”, czy „andropauza”. Proces ten przebiega stosunkowo łagodnie, długotrwale, a może też wcale nie wystąpić. Od czego to zależy? Nie wiadomo, to znaczy nie na pewno; podejrzane są oczywiście hormony, a raczej ich poziom – i udział procentowy – u danego osobnika. Czynnikiem regulującym jest też mózg, a właściwie ta jego część, która odpowiada za „rozum”, równowagę między układem reflektywnym a refleksywnym. Wiadomo nie od dziś, choć niektórzy badacze starają się to za wszelką cenę podważyć gnani hasłami równości, że kobiety kierują się bardziej emocjami, a mężczyźni analizą.

Na granicy emocji.

Kobieta daje się emocjom ponieść, jest nimi wręcz miotana w okresie menopauzy, kiedy ma do czynienia z wyraźnymi wahaniami – różnych parametrów biologicznych, bardziej lub mniej mierzalnych i świadomych, odczuwalnych nawet na poziomie somatycznym. Za ten „zjazd” odpowiada fizjologiczne „wyłączenie” owulacji, wyraźne rozgraniczenie fazy prokreacyjnej i opiekuńczej. Co innego u mężczyzn – produkcja plemników, w zależności oczywiście od siły fizycznej, w sensie zdrowia, nie ustaje aż do końca, śmierci osobniczej, która jednak wydaje się następować znacznie wcześniej, niż u kobiet. Jedną rzeczy (których oczywiście jest wiele, choć traktowane są w zależności od światopoglądu), które obie płcie mają wspólne jest opiekuńczość. Małe zwierzątka, wielkie oczy, słodziaki, wszyscy je kochamy niezależnie od konstytucji biologicznej, społecznej i kulturalnej.

Oksytocyna.

Podobnie jak wszyscy ludzie i wiele wyżej ewolucyjnie postawionych zwierząt lubi smak słodki, bo prosty cukier – glukoza – jest paliwem dla mózgu, tak też zalewani jesteśmy oksytocyną, która w zależności od stężenia pozostałych hormonów bardziej lub mniej dochodzi do głosu na różnych etapach życia. Glukoza i oksytocyna – są to tak naprawdę dwa najważniejsze elementy dążności do przetrwania. Serce i mózg! Mózg jako centrum zarządzania i „serce”, empatia, jako gwarancja trzymania się w większych lub mniejszych grupach, wspierania się, wzajemności. Błędem jest mniemanie, że chęć przedłużenia gatunku opiera się tylko na rozmnażaniu – ok, to cechuje istoty niższe, ilość nie jakość, nadprodukcja, może część „narybku” przetrwa. Ale im dalej w ewolucję tym bardziej zależy stworzeniom na wykreowaniu nowego osobnika, który będzie w stanie stawić czoła niebezpieczeństwom, a więc nie tylko samo pojawienie się jego na świecie będzie go ku temu predysponowało, ale też wsparcie – oczywiście rodziców – ale także całego stada (wujków, cioć, dziadków, babć – no i „mistrzów”).

Egoizm – zbiorowość.

Każdy człowiek pyta sam siebie – po co? Po co żyję? Jaki jest cel życia? Nierzadko w tych myślach skupia się na sobie. To dobrze, że szuka swojego miejsca na świecie, ale powinien pamiętać, że nie jest atomem w kosmicznej próżni. Nawet pierwiastki rzadko występują w przyrodzie w czystej formie, a już na pewno nie jako pojedyncze atomy, tylko jako mieszaniny, związki i… kryształy. Czym są te ostatnie? Zbiorem, niesamowicie mocnym, bo uporządkowanym i składającym się z takich samych elementów. Są „solą tej ziemi”. Wzorem i matrycą. Ideałem wspólnoty. Nawet samotni ludzie mogą przecież żyć dla innych, mimo bycia nieco na uboczu robić coś dla większego dobra. Czasem takie działanie jest bardziej skuteczne, niż praca w małej grupie, nawet w rodzinie, ale ukierunkowana na rywalizację. Trzeba być całym światem, nawet jeśli tylko mentalnie.

Dla siebie wszystko? Dla ciebie wszystko!

A światem rządzi miłość – wielka siła spajająca wszystko, co biologiczne i rozumne. To cudowne uczucie i przepełniająca serce radość, ale też nierzadko wielki ból – tęsknoty i wątpliwości oraz, a jakże, odpowiedzialności – za siebie, za partnera, za cały gatunek, świat. Kosmos! Ta prawdziwa miłość oczywiście – boska i wieczna. I zawsze musi być wzajemna. Połączona wspólnym celem, wymagająca długich kontaktów, wspólnych odkryć i przygód, które coraz bardziej ją rozwijają i cementują. Podstawowa komórka organizacji wszechświata, to nie jednostka. To para. Nieodłączny jest tu podziw dla piękna tak samo zewnętrznego, jak i wewnętrznego drugiej osoby. Tak naprawdę najbardziej przyciągają się podobieństwa. Obraz siebie w drugim – wypełnienie i dopełnienie. Obraz idealny i życzeniowy, jak również ukryty, tajemniczy, pociągający najbardziej, sugerujący płaszczyzny dalszego rozwoju, wzlotu – a do tego właśnie ludzkość dąży.

Przekazać w przyszłość.

Idziemy przed siebie, zaludniając, zapładniając, dbając o kontynuację gatunku – podobnie do zwierząt. Czujemy jednak, że nie ma kontynuacji bez rozwoju poza materialnego. Wiedza i odpowiedzialność za jej krzewienie oraz pogłębianie leży w każdym człowieku, to coś więcej, niż przekazywanie genów. Inny poziom – duchowy. Taka jest rola mistrzów. Jednak ich działalność nie powinna polegać – to jakby oczywiste – na „wychowaniu następcy”, czyli wąskim kształtowaniu i urabianiu na swój wzór, dopasowywaniu do „czegoś”, nawet jeśli byłaby to nieskończenie światła idea. Bo ona jest taka tylko dla mistrza – uczeń może i powinien postrzegać ją przez siebie, rozwinąć na swój sposób.

Mistrz – jak dobry rodzic.

Powinien sprzątać drogę przed młodzieńcem i dorzucać drew do jego pieca, a czasem i kamieni. Nie widzieć w tym celu, który miał sam dotychczas – nie – obserwować i szukać celów nowych. Dlatego ważna jest tu więź – taka, która nie pozwoli jednemu zwątpić w drugiego, ani jeden ani drugi nie powinni się ograniczać, dopasowywać, ściągać w dół – wręcz przeciwnie. Tylko się wspierać i cieszyć się wszystkim, co nadchodzi, nawet niespodziewanie, nawet jeśli są to przeszkody – razem można je pokonać. Echa tego podejścia pobrzmiewają w wielu systemach, filozofiach, religiach. Oczywiście dobry system nie jest zły, ale prawdę, wyzwolenie i oświecenie można osiągnąć poza wszelkimi systemami. Jednak nie przekreślając niczego, tylko uzupełniać, dopasowywać, rozwijać.

Chiński Zen i masoneria.

Chińczycy – jeszcze przed buddyzmem – mieli ciekawe podejście do świata, zresztą mają je nadal – choć stosunkowo nieliczni. Nowe zdobycze duchowości wdrażają w swoją jaźń nie porzucając wcześniejszych. Chińscy mistrzowie przekazują swoim uczniom tylko część wiedzy – zresztą każdemu inny kawałek – nie dlatego, że chcą egoistycznie coś ukryć dla siebie. Chcą, żeby każdy odkrył własną drogę, jak i wspólną drogę. To jest właśnie wtajemniczenie. Zen się nie kończy na nirwanie! Puszcza do nas oko! Nie tylko on. Prawdziwa, czysta masoneria też tak naprawdę na tym polega. Niszczy i buduje, znowu niszczy, ale wcale nie ma celu ostatecznego, no chyba tylko ten, żeby umożliwiać rozwój kolejnym pokoleniom – ale ich nie ograniczać, nie hamować, nie zamykać w ciasnej klatce rytuałów i inicjacji. TO TYLKO PRÓBA!

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s