Małe rzeczy

Cieszmy się z małych rzeczy!

Zachęcają nas do tego filozofowie i wszelkiego rodzaju naprawiacze życia od psychoanalityków zaczynając na „kołczach” kończąc. Afirmujmy istnienie! Mają rację, ale jak w każdym innym przypadku trzeba to robić umiejętnie, nie byle jak – bo inaczej zamiast iść do przodu będziemy się miotać chaotycznie. Przede wszystkim małe rzeczy trzeba oceniać pragmatycznie. Nie cieszyć się bez sensu, bo w zasadzie sens jest we wszystkim, trzeba go tylko odnaleźć i docenić. Zawsze musi być ukryty jakiś drobny zysk, jakiś kierunek, coś więcej niż kompensacja, oderwanie się na chwilę od szarej codzienności, coś więcej niż znieczulające rozproszenie.

Cegiełki rozwoju.

W każdej drobnej czynności, zdarzeniu, spostrzeżeniu kryje się ziarno inspiracji. Trzeba je wydobyć i pozwolić mu rosnąć. Inna sprawa, czy zbierzemy plon, czy kiedyś wyrwiemy chwasta – tak jak w naturze – łąka pozornie nie jest tworem regulowanym i zaplanowanym, ale patrząc globalnie – to prawdziwa arena ewolucji i rewolucji. Kontynuując metaforę: musimy być nieco ponad najbardziej strzelistymi roślinami pleniącymi się wokoło. Co ważne nie latać nad nimi, tylko twardo stąpać po ziemi. Gdyż nie wszystko, co nam wyrośnie, jednoznacznie będzie przydatne, natomiast nie postrzegalibyśmy tego pozytywnie, gdyby nie towarzyszące „chwasty”.

Nie da się mieć wszystkiego.

Świadomość tego, co przynosi jakieś malutkie nawet dobro, jest kluczowa. Przecież nie mamy tyle czasu, żeby ogarnąć wszystko. Co z tego, że inni wyglądają na wyciągających coś fajnego dla siebie z odmiennych rzeczy, niż my. Może wręcz udają? Nie chcą być gorsi, więc robią dobrą minę do złej gry. Albo nie potrafią nic zrobić po swojemu, tylko naśladują innych – i to źle, bo patrzyli nieuważnie i przez pryzmat wcześniejszych spostrzeżeń – również błędnych! Zróżnicowanie na tym polega, każdy z nas orze swój kawałek ziemi, ale zawsze inaczej. Żeby zebrać dobry plon trzeba pozwolić niektórym rzeczom uschnąć, spłonąć. Nawet jeśli nasi ojcowie i dziadowie je hołubili.

Inny czas, miejsce, otoczenie.

Wszystko płynie, ciągle to powtarzam jak mantrę, podobnie jak to, że wszystko wraca. Niekiedy wpada nam w ręce, czego najczęściej nie dostrzegamy, bo skupiamy się na rzeczach, których potrzebność sobie wmawiamy inspirowani przez inne osoby, które wcale nie chcą dobrze dla nas, tylko dla siebie, albo same nie wiedzą, czego chcą, więc i my tacy się stajemy. Przepraszam wszystkie kobiety, ale jest w tym trochę winy feminizacji większości sfer życia, szczególnie tych związanych z wychowaniem. Nastąpiło pomieszanie wzorców rozumowych i emocjonalnych, a ta druga opcja niestety na szerszych wodach funkcjonowania w społeczeństwie do nikąd nie prowadzi.

O, motylek!

Lata, rusza się, kolorowe – jakie fajne! Nie. To poziom rocznego dziecka. Coś zwróciło jego uwagę, uruchomił się mechanizm, który dojrzeje to takiego, którym posługiwać się będzie osoba dorosła. Analiza – wciągająca i intrygująca. Już motylek? O tej porze roku? Lata tutaj? W pobliżu musi być jakieś pożywienie dla niego. Co to za gatunek? Pożyteczny, czy szkodliwy dla upraw? Dokąd leci? Swobodnie, celowo, czy wiatr go tu przywiał? Co symbolizuje? Dlaczego akurat teraz go zobaczyłem.

Inna sprawa, że biedak tak krótko żyje, a musi przecież zadziałać i przedłużyć gatunek. On ma cel prosty. My, ludzie, mamy o wiele bardziej doniosły. Musimy wynieść nasze byty na nowy poziom.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s