Anioły i demony

Bóg jeden, demonów wiele.

Każdy człowiek ma w sobie cząstkę boską i demoniczną. Boska jest częścią jednej przedwiecznej poza przestrzennej istoty, wielkiej dobrej siły, która stworzyła wszechświat. Ta cząstka tęskni za powtórnym połączeniem się z całością i z tego powodu odczuwa jakiś rodzaj pustki, którą w trakcie swojego ziemskiego życia stara się jakoś wypełnić. Poszukuje, kompensuje, sublimuje, najczęściej nieświadomie, co nie jest takie złe, bo przez brak świadomości źródła tej siły idzie po prostu swoją drogą, którą z jakiegoś powodu (wzorce) uważa za słuszną. Stawia sobie jakieś mniejsze bądź większe cele zastępujące czasowo dążność do absolutu. Pierwszym i ostatecznym przejawem działania boskiej cząstki jest miłość, której brak powoduje coraz większe cierpienie i rosnącą potrzebę znieczulenia.

Przeciwnik jako taki nie istnieje.

Szatana nie ma. To tylko personifikacja sił będących w opozycji do Boga, które jednak nie mają, jak on, cech osobowych; nie są jednią, tylko zbiorem chaotycznie działających przyczyn potrafiących łączyć się w grupy, ale nigdy w całość, gdyż ta jest tylko jedna i jest dobrem (miłością). Jest na to wiele dowodów. Na przykład schizofrenik słyszy „głosy”. Nie jeden wewnętrzny, nie jakiś pojedynczy, personalny cień, tylko całe stado, najczęściej zresztą niespójne wewnętrznie, skłócone, rozdarte samo w sobie, nie mające żadnego innego celu prócz oddalenia człowieka od całości (Boga), działające spontanicznie i nieuporządkowanie, byle tylko przeszkadzać, rozpraszać, „ściągać w dół”.

Demony stworzył człowiek.

Brak zrozumienia istoty Rzeczy i poddania się jej (dobrej!) woli prowadzi ludzi do zwątpienia, pojawienia się w nich cząstek ukierunkowanych przeciwnie, które mają tendencję do łączenia się w niewidzialnym wymiarze ponad osobowym we wspomniane grupy – ale nigdy w całość. „Nazywam się Legion, bo jest nas wielu” – oto kolejny dowód z Ewangelii. Albo kuszenie Chrystusa? To była walka z demoniczną siłą, z którą musiał się zmierzyć, jako że przyjął ciało człowieka. Piękna alegoria tego, czemu każdy z nas na co dzień stawia czoła – ruchom odciągającym od miłości, bożej jedni, przekonującym, że jej nie potrzebujemy, że sami będziemy mogli rządzić i sobą i światem, jeśli tylko się uwolnimy od dążenia co całości. Cały czas to zbiorowe zło stworzone przez nas samych stara się pozyskać kolejne ofiary, co mu się udaje i przez co się wciąż wzmacnia.

Ta nieustająca wewnętrzna walka

przekłada się na ludzkie wojny, uzewnętrznia się w konfliktach i kłótniach prowadząc do eskalacji zła i w ten sposób znów rośnie w siłę i pochłania kolejne ofiary. Ale jest pocieszenie. Nigdy nie pokona Jedni. Piasek może przysypać kamień, ale tylko z zewnątrz. Nie wnikając do środka zawsze przegrywa, rozwiewa go wiatr, wypłukuje woda.

I nie jest to kwestia jakiejś religii.

Nie piszę tego jako wyznawca czy nosiciel dobrej nowiny, używam tylko pewnych sformułowań celem wyjaśnienia konstrukcji wszechświata w jej wielu wymiarach, widzialnych i niewidzialnych. Mówiąc o wymiarach mam też na myśli fakt, że świat ziemski, z którym mamy do czynienia, nie jest jedyny. Są inne, równie materialne, w których trwa taka sama walka. Ludzie żyjący na Ziemi nie będą nigdy w stanie podróżować między nimi, co innego stworzone przez nich demony. One przenikają wszystkie światy i może na tym też polega ich siła – mają pełną, zbiorową wiedzę na temat całości, ale są tylko jej odbiciem. Potrafią przybrać wiele form – nieznanych, strasznych, koszmarnych, ale też znanych, rozpoznawalnych – udają na przykład duchy zmarłych.

Duchów też nie ma.

Dusza dążąca do całości od razu do niej wraca, a dusza rozdarta, rozproszona, łączy się kawałkami z różnymi grupami demonicznymi i działa wraz z nimi na szkodę kolejnych potencjalnych dusz. Są też dusze, które prawie połączyły się z Jednią, ale jakaś ich cząstka się zagubiła albo została przejęta przez demony – to dusze czyśćcowe. Wciąż mają szansę na pełną integrację z absolutem i tylko my, żyjący, wysyłając pozytywną energię miłości (modląc się) jesteśmy w stanie oderwać zagubioną cząstkę od złych i przyłączyć z powrotem do wyszczerbionej duszy, co spowoduje połączenie jej z Bogiem.

Tylko miłość nas uratuje,

o czym już wspominałem w innym wpisie. Ludzkie dusze też chcą się łączyć w grupy zanim połączą się ostatecznie z przedwiecznym. Tak jest łatwiej. Podstawą jest tak zwana „druga połówka” – wielka tajemnica stworzenia, być może wyjaśniona również w Biblii – historia Adama i Ewy i pochodzenia JEJ z żebra JEGO nie jest dowodem na to, że kobieta jest czymś gorszym. To taka prosta do zrozumienia dla ówczesnych ludzi metafora, że on i ona kiedyś byli jednym – w wymiarze duchowym. Muszą najpierw odnaleźć w sobie prawdziwe JA, potem odnaleźć w kimś swoją drugą połowę (również z odnalezionym JA), żeby w końcu połączyć się z Bogiem. Alegoria cykliczności wszechświata, czegoś, co naukowcy identyfikują z Wielkim Wybuchem, który jak się okazuje nie jest początkiem, tylko pewnym etapem – rozproszeniem dążącym do ponownego skupienia i znów rozproszeniem, skupieniem, pulsem, biciem serca najwyższej istoty.

Zapomniałem o aniołach,

ale ich istoty możecie się domyślać – z powyższego. Powiem tylko tyle, że są to części absolutu, które też były i będą znów całością, ale zostały w pełni świadomie odłączone celem wykonania pewnej misji…

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s