Obca kultura rywalizacji

Czyli powrót do Edenu.

Będzie to moja refleksja nad rozwojem kultury posiadania. Zaczynam od początku – od samego genesis – pytaniem czym był „raj”? Niewątpliwie miejscem, w którym wszystko było na wyciągnięcie ręki. Nie trzeba było o nic walczyć, ani nic gromadzić. Jedzenia w bród. Ciepło. Seks w każdej chwili w dowolnym miejscu. Jakakolwiek „własność” nieuzasadniona. Niepotrzebne narzędzia, domy, samochody, rowery czy telewizory. I pełnia swobody – czasowej i przestrzennej. Dlaczego człowiek to utracił? Dlaczego zapragnął mieć więcej, niż tak naprawdę potrzebuje?

Nie miał wyjścia?

Skąd się ta ciągota wzięła? Ano z niedoboru. Czegoś niewyobrażalnego na przykład dla plemion żyjących dziko do tej pory w dorzeczu Amazonki, kiedyś – środkowej Afryki, skąd na skutek – prawdopodobnie – przeludnienia człowiek wyruszył na podbój całej ziemi. Zmieniło się to więc przypadku późniejszych ludzi pustyni i tak zwanych „żyznych ziem”, na których nic nie ma, prócz ziemi właśnie, czyli obszarów stepowych Azji bliższej i nieco dalszej. Tam właśnie narodziła się kultura rywalizacji, podboju… A także kultura wiary, że jeśli coś pójdzie nie tak, to będzie gorzej, że trzeba błagać, modlić się, składać ofiary…

Cywilizacyjny skok

od zbieractwa do rolnictwa miał wiele konsekwencji, niestety głównie tę, że ludzie „wyszli z raju”. Zdaje się, że biblijny Eden i wygnanie z niego jest metaforą tego procesu, mającą wskazać, który stan jest naturalny, dobry, a który sztuczny, zły. Zastanawia tylko dlaczego coś, co narodziło się z niedoboru, stało się obecnie nadmiarem; to raz, a dwa, dlaczego mimo tego nadmiaru nadal istnieje rywalizacja? Czy to tylko kwestia zakorzenionego głęboko przekonania, że tak musi być, z dziada pradziada? Archetypu?

Czy człowiek jest stadny?

Kompletnie nie. Większość antropologów o tym wie, ale w przestrzeni poglądów popularnych pokutuje przeświadczenie, że tak. Otóż człowiek jest rodzinny, a to jest duża różnica. Wiele zwierząt zresztą podobnie, stadność cechuje bardzo duże grupy ryb (ławice), ssaków kopytnych itp. Tu chodzi o względy bezpieczeństwa. Z człowiekiem jest teraz podobnie, zbija się w duże grupy, żeby obronić się przed… grupą innych ludzi! Czy to nie straszne? Czy ktoś widział walczące miedzy sobą ławice albo stada koni?

Niestety weszło to ludziom w nawyk,

że zbijają się w coraz większe – zbyt duże – grupy, tworzą społeczności, miasta, państwa, pakty. Wszystko niepotrzebnie. A przy tym – czysta fizyka – wielkie skupiska mają tendencje do tworzenia fal, a te, jak powszechnie wiadomo, są raczej zjawiskami destrukcyjnymi. A człowiek tęskni podświadomie za wolnością, granicach, nie wchodzeniem sobie w drogę – wszystko po to, żeby mógł mieć swoją wolną wolę i dawać jej upust, łączyć się tam, gdzie powinien – w wewnętrznej powinności – tam, gdzie chce i wie, że zrodzi to dobro. Ludzie bardziej rozproszeni mieliby szansę – więcej przestrzeni – na takie funkcjonowanie. Niestety tendencja do tworzenia grup ziemskich interesów to przekreśla. Jest to tendencja demoniczna, o czym w kolejnym wpisie.

Reklamy

Jedna uwaga do wpisu “Obca kultura rywalizacji

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s