Lekka głowa

„Tyle rzeczy mam na głowie”

– słyszymy często od bliskich i znajomych. Praca, dom, rodzina, a więc wożenie dzieci do szkoły, zakupy, zajęcia dodatkowe, sprawy codzienne mnożą się w nieskończoność, najczęściej na nasze własne życzenie. Dlaczego? Bo chcemy coraz więcej i więcej (mieć wszystko i być wszędzie). Tak nas ustawiła cywilizacja zewnętrznych wartości. Proste potrzeby zaspokajamy łatwo, więc szukamy nowych, coraz bardziej nietypowych. Żyjemy w takiej gęstwinie ludzi, że chcemy się jakoś wyróżniać. To naturalna, ewolucyjna skłonność, lecz w dzisiejszych czasach przeszła ze sfery przetrwania do stadium ślepej rywalizacji – efekt spirali. Ścigamy się, choć nie bardzo wiemy po co.

Gonimy własny ogon,

jak pies, który albo jest niezbyt mądry, albo się nudzi. Nie ma w społeczeństwie przyzwolenia na nudę. Ktoś, to chwilowo nie robi nic, ten jest podejrzany. Nie można nawet odpoczywać – tak po prostu – trzeba aktywnie. I bardzo dobrze, tylko żeby ta aktywność miała jakiś głębszy sens. Na myśl przychodzi tu sztuka albo rekreacja – sprawianie radości innym, ale najpierw sobie, żeby przedłużyć własne życie i móc dłużej dawać siebie innym. Tak powinno być, ale naśladując działania innych, patrząc na nie z dalszej perspektywy, powierzchownie, nie dostrzegamy głębi, natomiast powtarzamy mechanicznie zaobserwowane czynności łudząc się, że sam rytuał bez wiary wystarczy.

Dlatego mamy coraz mniej czasu,

rytuały zamieniamy na przyzwyczajenia, magicznie wręcz czczone czynności, które jak nam się wydaje „robią nam dzień”.  Wreszcie nie umiemy już działać inaczej, niż rutynowo, to też pewna cecha ewolucyjna – sprawdzone działania, których powtarzanie daje wrażenie bezpieczeństwa. „Korzystna jest stałość” mówi księga I-Ching, ale tu akurat chodzi o poglądy i najlepszą drogę realizacji celów. Trzeba mieć dużo odwagi, żeby dostrzec pustkę czającą się za rutyną, za „zabijaniem czasu”, przełamać ją, iść do przodu, nierzadko poświęcając część siebie. Jednak zawsze okazuje się to być część, która jest dla nas ciężarem.

Spójrz w lustro.

Takie metaforyczne. Zobacz, ile masz na głowie. Ile z tych rzeczy mógłbyś spokojnie z niej zdjąć. Nawet wykorzystując „zdradziecką” technologię, która wcale nie jest taka zła, jak niektórzy prorocy rychłej apokalipsy nam zwiastują, jeśli wykorzystywać ją umiejętnie. Na przykład jadąc metrem, zamiast grać na smartfonie zrób sobie w nim listę rzeczy do załatwienia, korzystaj z kalendarza, przypominaczy. Oczywiście jest teoria, że głowę też trzeba ćwiczyć, ale można to robić inaczej, niekoniecznie starając się pamiętać o wszystkim, tylko na przykład pogrążając się w wymagającej lekturze. A sprawy codzienne niech się kłębią w głowie wirtualnej, w chmurze. Bardziej uporządkowane. Teraz też będziesz mieć okazję do spojrzenia na siebie i swoje sprawy z innej perspektywy. Ale nie takie patrzenie, jak wspomniałem wcześniej, powierzchowne, z daleka. Przecież znasz siebie?

Reklamy

3 uwagi do wpisu “Lekka głowa

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s